Dźwignia finansowa wbudowana w kontrakty terminowe kusi inwestorów, którzy marzą o szybkim bogactwie. Najnowsze dane dowodzą jednak, że większość z nich traci pieniądze.
Duży stres przeżywało 8251 inwestorów w pierwszych dziesięciu miesiącach 2007 r. na rynku kontraktów terminowych na indeks WIG20. Wszyscy ponieśli w tym okresie stratę. Zarobkiem (przed uwzględnieniem kosztów transakcyjnych) mogło się pochwalić tylko 4484 (35 proc.) graczy – wynika z danych, które na ostatniej konferencji CEE Derivatives Forum ujawnił przedstawiciel Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. To, że większość inwestorów traci pieniądze na rynku instrumentów pochodnych, nie jest tylko zeszłorocznym zjawiskiem. Z raportu, który w 2005 r. przygotowałem dla "Gazety Giełdy Parkiet", wynikało, że od stycznia 1998 r. do kwietnia 2005 r. na rynku derywatów GPW za-inwestowało 22 144 inwestorów, a zysk osiągnęło 6658 osób (30,1 proc.). W okresie I-X 2007 r. inwestorzy radzili sobie więc nawet trochę lepiej niż w długim terminie. Dlaczego jednak większość traci pieniądze?
Kontrakty terminowe to gra o sumie zerowej (przed uw- zględnieniem prowizji maklerskich). Oznacza to, że suma zysków wypracowanych przez inwestorów w danym okresie jest równa sumie strat poniesionych przez pozostałych graczy. Zasada jest więc prosta: żeby jeden inwestor mógł zarobić, inny musi stracić. Co się stanie, gdy na rynku pojawi się duży inwestor instytucjonalny, który będzie musiał zawrzeć transakcję z dziesiątkami mniejszych graczy, aby zbudować zamierzoną pozycję?
Albo zarobi tylko on, a pozostałych kilkadziesiąt osób poniesie stratę, albo odwrotnie. Bardziej prawdopodobny jest pierwszy scenariusz, bo po pierwsze, inwestor instytucjonalny nie zmienia zdania z dnia na dzień i po drugie, nie może pozwolić na to, aby emocje wpływały na jego decyzje. Za plecami ma sztab ludzi, którzy nadzorują i rozliczają jego działalność. Inwestor indywidualny jest natomiast panem samego siebie. Nikt nie patrzy mu na ręce, co tylko pozornie wydaje się korzystne. Jeżeli zacznie się mylić i emocje zawładną jego zachowaniem, to nie będzie też nikogo, kto powie: "Stary, przeholowałeś, odpocznij, bo zbankrutujesz". A przy agresywnym korzystaniu z kontraktów terminowych, od czego nie stronią drobni gracze, o duże straty, a nawet bankructwo nietrudno.
Wszystko przez dźwignię finansową wbudowaną w te instrumenty. Inwestor, wnosząc niewielki depozyt zabezpieczający, kontroluje pozycję o kilkanaście razy większej wartości. Zmiana notowań np. o 5 proc. może oznaczać, że wpłacona kwota albo się podwoiła, albo została w całości przekazana na rachunek innego gracza, który właściwie przewidział trend notowań. Kontrakty terminowe teoretycznie dają więc szansę na osiąganie bardzo dużego zysku w krótkim czasie. W praktyce jest to jednak niezmiernie trudne i im bardziej ktoś chce się szybko wzbogacić i im więcej pieniędzy angażuje na rynku terminowym, tym bardziej jego działaniami kierują emocje. Chciwość i strach – najwięksi wrogowie inwestorów.
I dlatego dane za ubiegły rok i te z pierwszych siedmiu lat istnienia rynku derywatów na GPW pokazują, że zasada "większość tra-ci" nie dotyczy największych graczy. Jeżeli przyjmiemy, że są to inwestorzy, którzy od stycznia do października 2007 r. zawarli ponad 10 tys. kontraktów na WIG20, okazuje się, że było ich 157, z czego 93 (60 proc.) osiągnęło zysk w łącznej wysokości 230 mln złotych. Straty pozostałych 64 graczy wyniosły 187 mln złotych. W segmencie małych inwestorów łączny zysk sięgnął 6,5 mln zł (pracowało na niego 2144 inwestorów), a suma strat przekroczyła 21 mln zł (4402 osób). Z kolei w grupie graczy, którzy zawarli od 100 do 10 tys. kontraktów, zysk wyniósł prawie 100 mln zł (2247 inwestorów), a strata 131 mln zł (3785 osób).
Warto podkreślić, że obliczenia te zostały dokonane bez uwzględnienia prowizji maklerskich. Jeżeli je doliczyć, to zyski i liczba osiągających je inwestorów zmaleją, a przybędzie strat i ich beneficjentów. Jedynymi pewniakami w tej grze będą biura maklerskie, organizator obrotu i izba rozliczeniowa.
Autorem jest Pan Grzegorz Uraziński
Tekst pochodzi z miesięcznika Forbes
Serdecznie dziękuję za jego udostępnienie.
www.forbes.pl
Przejdź do początku tekstu >>> kliknij
Przejdź do spisu treści porad/artykułów
Przejdź do katalogu polecanych publikacji
Przejdź do bloga
Przejdź do forum
Przeczytaj również:
Doradca Finansowy – każdy może nim być
Ochrona oszczędności i inwestowania w dobie rosnącej inflacji
Menu strony porady publikacje blog aukcje kredytowe
{rdaddphp file=wstawki/newsletter.php}





