Zdaniem specjalistów hossa na rynku towarów rolnych znajduje się wciąż w fazie początkowej. Nie oznacza to jednak, że zysk z inwestycji w zboże jest gwarantowany.
W ciągu pięciu sesji, począwszy od 13 marca 2008 r., wartość indeksu CRB Futures, obejmującego ceny 17 towarów notowanych na giełdach w Chicago i Nowym Jorku, spadła o 10,2 procent. Tak szybko indeks nie tracił na wartości nawet w grudniu 1980 r., kiedy został zbudowany szczyt wyznaczający historyczne maksimum na następne ćwierć wieku. Jednak obsługujący rynek surowców analitycy czołowych banków mnożą wykresy, które dowodzą, że to tylko chwilowa przerwa w hossie. Ich faworytem w dalszym ciągu pozostają najpopularniejsze towary rolne: pszenica, kukurydza i soja, choć ich ceny są (nominalnie) najwyższe w historii.
Na poparcie swoich prognoz mają poważne argumenty. Przede wszystkim chodzi o zwiększające się dochody ludności w Chinach i Indiach. Setki milionów ludzi w tych dwóch krajach wychodzą z głębokiej biedy i mogą sobie pozwolić na kupno mięsa i innej żywności. Jak pisze tygodnik “The Economist”, przeciętny Chińczyk w 1985 roku konsumował 20 kg mięsa rocznie, teraz już ponad 50 kilogramów. To 60 proc. średniej światowej, ale tylko 20 proc. rocznego spożycia mięsa przypadającego na mieszkańca Ameryki Północ-nej. Prze-licznik jest mniej więcej taki: kilogram wieprzowiny pochłania 3 kg zbo-ża, natomiast kilogram wołowiny – 8 kilogramów zboża.
Zwiększający się popyt na zboża jako środek do produkcji mięsa nie jest jedynym czynnikiem długoterminowym, stojącym za zwyżką cen.
– Ceny ryżu od kilku lat systematycznie idą w górę, ponieważ bardzo mocno podrożał fracht, a dolar, w którym rozliczana jest większość transakcji, istotnie się osłabił – mówi Cezary Zimniewski, przedstawiciel w Polsce belgijskiej firmy Schepens & Co, która ma ok. 4-proc. udział w światowym handlu ryżem.
W ostatnich kilkunastu miesiącach zwyżka cen znacznie przyspieszyła. W połowie marca roczne tempo wzrostu kursu kontraktów terminowych na pszenicę osiągnęło 160 proc., soja zyskała w tym czasie 105 proc., ryż 95 proc., natomiast kukurydza 40 procent. Powodem szybkiej zwyżki cen jest zakrojony na szeroką skalę amerykański program wspierania produkcji etanolu z kukurydzy. Z szacunków tamtejszego ministerstwa rolnictwa wynika, że z 332 mln ton kukurydzy, które mają zostać wyprodukowane w sezonie 2007/08, aż 81 mln ton zostanie przeznaczone na biopaliwa. Jest to prawie jedna czwar-ta zbiorów, podczas gdy rok wcześniej na etanol poszło 20 proc. z wyprodukowanych 258 mln ton. Poza USA produkcję biopaliw wspiera 40 innych państw.
Rosnące ceny kukurydzy pociągnęły za sobą ceny innych zbóż. Po pierwsze, amerykańscy farmerzy część areału obsiewanego soją i pszenicą przeznaczyli pod uprawę kukurydzy. Po drugie, kukurydza jest podstawą karmy dla zwierząt, a ponieważ stała się droga, częściowo zastąpiono ją pszenicą i soją.
– W zeszłym roku zbiory pszenicy były bardzo słabe, później przyszła susza w Australii. Ceny wzrosły i część konsumentów, szczególnie w Azji, gdzie pieczywa i różnego rodzaju makaronów spożywa się dużo, przerzuciła się na ryż – tłumaczy Zimniewski.
Później do gry wkroczyła polityka i chęć ratowania wewnętrznego rynku przed drogą żywnością. Jako pierwszy z liczących się graczy zakaz eksportu ryżu wprowadził Egipt, który jest największym na świecie importerem pszenicy i wzrost cen tego zboża był dla tego kraju bardzo dotkliwy. Na przełomie marca i kwietnia podobny zakaz wydały Indie, wciąż zastanawia się Tajlandia, największy na świecie eksporter ryżu.
Ostatnio na rynku pojawiły się spekulacje. – Nie ma żadnego problemu, żeby dostać w banku finansowanie na zakup ryżu, bo wszyscy uważają, że ceny będą rosnąć – mówi Zimniewski. – Część traderów zbożowych, którzy zazwyczaj zajmują się tylko pośrednictwem i transakcjami planowymi, zaczęła spekulować.
Teoretycznie problem wysokich cen surowców rolnych można dość łatwo rozwiązać – zwyżka cen powinna zachęcić farmerów do zwiększenia obszarów upraw. Zwłaszcza że zachodnich rolników przez lata wynagradzano tylko za to, że swoich pól nie obsiewali – wystarczy zatem ograniczyć te przywileje. Tak zrobiła w zeszłym roku Unia Europejska, zawieszając część zasad swojej polityki rolnej. Mimo to zwiększenie obszaru upraw w krótkim terminie nie jest proste. Z analiz Inter-national Food Policy Research Institute (IFPRI), finansowanej przez rządy i instytucje finansowe krajów rozwiniętych, wynika, że wzrost cen zboża o 10 proc. zwiększa jego podaż o 1-2 procent. Zdaniem tygodnika “The Econo-mist” sytuację istotnie mogłoby zmienić obsianie nowych pól uprawnych w Brazylii, Rosji, Kazach-stanie, Kongo czy Sudanie. Jednak ze względu na brak odpowiedniej infrastruktury nie nastąpi to szybko. Z uwagi na rozwój technologii prognozowanie długoterminowych trendów w rolnictwie jest trudne, jednak większość specjalistów liczy, że przez najbliższe kilka lat utrzymają się wysokie ceny zbóż. Zdaniem wspomnianego już IFPRI ceny zbóż wzrosną do 2015 r. o 10-20 procent.
Na kilka czynników fundamentalnych, których wymowa nie pozostawia wątpliwości (ceny towarów rolnych będą rosły), nałożył się kryzys finansowy w USA. Wielu szukających bezpiecznego schronienia inwestorów trafiło na rynek towarów. Przynajmniej część commodities (wśród nich towary rolne) ma ugruntowaną opinię aktywów nisko skorelowanych z innymi rynkami i w miarę odpornych na recesję w realnej gospodarce.
Z danych JPMorgan wynika, że tylko w styczniu 2008 r. do funduszy inwestycyjnych działających na rynku towarów (commodity mutual funds) napłynęło netto 8,4 mld dol., a wartość aktywów znajdujących się pod zarządem tego rodzaju podmiotów wzrosła do 88,7 mld dolarów. Na koniec 2006 r. aktywa wynosiły 51 mld dol., rok wcześniej 30 mld dol., a na koniec 2004 r. 13 mld dolarów. Liczba funduszy monitorowanych przez JPMorgan wzrosła z 88 na koniec 2004 roku do 350 w styczniu 2008 roku.
– Rynek zbóż zmienia się na naszych oczach. Od kiedy rozpoczął się elektroniczny obrót kontraktami na zboża [sierpień 2006 – przyp. red.], zarządzający funduszami mają łatwiejszy dostęp do tego rynku i mogą ulokować na nim większe pieniądze – mówi Bill Borkowski z firmy Dorman Trading, która od ponad 50 lat pośredniczy w zawieraniu transakcji na chicagowskiej giełdzie towarowej.
Z punktu widzenia inwestorów najważniejsze wydają się dwa aspekty problemu drożejących surowców. Pierwszy jest dość oczywisty – wyższe ceny surowców rolnych pociągają za sobą wzrost cen żywności, a tym samym podbijają inflację, zwłaszcza na rynkach wschodzących. Tamtejsze banki centralne są zmuszone podnosić stopy procentowe. To może osłabić wzrost gospodarczy, obniżyć zyski przedsiębiorstw i tym samym notowania ich akcji, szczególnie że na niektórych rynkach wyceny wciąż są wysokie.
Mniej oczywiste konsekwencje wynikają ze zwiększenia ilości pieniądza krążącego po rynkach towarowych. Obecne na ważnym, ale jednak lokalnym rynku, surowce rolne znalazły się nagle w centrum uwagi. Pytanie brzmi, czy wraz z napływem pieniędzy nie stracą one swojego atutu – braku korelacji z rynkiem akcji. Ciekawy jest przypadek emerging markets, które przez większość lat 90. poruszały się w kierunku przeciwnym niż S&P 500. W ostatnich latach korelacja wzrosła do 80 procent. Marcowe wydarzenia – gwałtowny wzrost zmienności i zmiana trendu – są poważnym ostrzeżeniem dla po-szukiwaczy łatwych zysków.
– Nowe pieniądze sprawiają, że zmienność rynków zbożowych wzrosła i powinna się dalej zwiększać – uważa Bill Borkowski. – Wahnięcia notowań są większe niż wcześniej. A przecież jeszcze nie dotarliśmy do sezonu, kiedy zboże intensywnie się rozwija i kiedy zmienność rynku jest zazwyczaj najwyższa.
Nadzieje związane z surowcami są duże. Nawet w Polsce możemy kupić produkty strukturyzowane, których twórcy obiecują ponadstandardowe zyski, jeśli ceny towarów rolnych w dalszym ciągu będą rosnąć, a także nabyć jednostki funduszy zaangażowanych na ryn-kach rolnych.
Autorem jest Pan Tomasz Jóźwik
Tekst pochodzi z miesięcznika Forbes
Serdecznie dziękuję za jego udostępnienie.
www.forbes.pl


