Na polskim rynku coraz większą popularność zdobywają tzw. produkty strukturyzowane. Budzą duże emocje, obiecują wysokie zyski, przyjrzyjmy się im więc od kuchni.
Załóżmy, że inwestor ma 1000 zł, które chce ulokować na 3 lata. Zależy mu, by po zakończeniu inwestycji w najgorszym wypadku mógł odzyskać wpłacone środki, ale jednocześnie zachować szansę na przyzwoity zysk. Przyzwoity, czyli np. trzy razy większy niż na lokacie w banku lub z obligacji. I to praktycznie bez ryzyka.
Skoro nasz inwestor skłonny jest podjąć ryzyko tego, że nic nie zarobi (na koniec okresu inwestycji otrzyma zwrot kapitału), musi spodziewać się zysku rzędu kilkunastu procent w skali roku. Takie wyniki można uzyskać na giełdzie, rynku surowców, walut czy funduszy inwestycyjnych z udziałem akcji. Ale inwestując w takie aktywa musimy się liczyć ze stratą, a tej nasz inwestor już nie może zaakceptować. Błędne koło? Nie, wyjściem jest lokata strukturyzowana, popularnie zwana strukturą.
Jak to działa
Załóżmy, że inwestorowi zależy na trzyletniej inwestycji uzależnionej od zachowania pewnego indeksu, z zachowaniem gwarancji kapitału (po 3 latach w najgorszym wypadku odzyska to co wpłacił). Musimy więc zainwestować w obligacje ok. 850 zł z 1000 zł wpłaconych przez klienta. Za resztę możemy kupić opcję. Niestety, nie ma cudów. Indeks ma duże wahania i jego zachowanie jest mało przewidywalne, więc opcja będzie droga. Załóżmy, że jej cena wyniesie 300 zł – za taką kwotę kupimy sobie prawo kupna indeksu po cenie obecnej za trzy lata. W efekcie, zarobimy tyle, ile wzrósł indeks.
Niestety do wydania mamy tylko 150 zł – reszta „pracuje” w obligacjach na gwarancję zwrotu kapitału. Mamy więc dwa wyjścia – obniżyć poziom gwarantowanego kapitału lub kupić „mniej opcji”. Z reguły wybierane jest to drugie rozwiązanie – inwestorzy cenią bowiem bezpieczeństwo. W efekcie, na opcje wydajemy o połowę mniej. Oznacza to, że przy wzroście indeksu np. o 50 proc. zarobimy dokładnie o połowę mniej – 25 proc. W lokatach strukturyzowanych wykorzystywane jest pojęcie „współczynnika partycypacji”, a więc udziału inwestora w zmianie ceny instrumentu finansowego. W tym przypadku wynosi on 50 proc., natomiast częściej wynosi 100 i więcej procent.
Lokata strukturyzowana to najczęściej złożenie dwóch elementów – obligacji oraz opcji. Dzięki zastosowaniu obligacji inwestor zyskuje pewność odzyskania kapitału po zakończeniu inwestycji. Opcja z kolei jest formą zakładu o przyszłość. W uproszczeniu działa następująco: płacąc dzisiaj 10 zł, mam szansę zarobić np. 50 zł za 3 lata, ale mogę też zarobić mniej lub nawet stracić swoje 10 zł.
Jak widać, cały potencjał lokaty strukturyzowanej tkwi w opcji, na którą wydajemy niewielką część pieniędzy wpłaconych przez klienta. Reszta to obligacje. Jaka jest więc rzeczywista wartość takiej kombinacji? Przecież klient sam mógłby wpłacić środki na dobrze oprocentowaną lokatę, a opcję kupić np. na giełdzie. W większości przypadków taka struktura „domowej roboty” będzie niewykonalna. Przede wszystkim dlatego, że oprocentowanie obligacji wbudowanych w lokaty jest wyższe niż to, co na lokatach są w stanie uzyskać klienci (na tej samej zasadzie na której kredyty udzielane przez banki między sobą są tańsze od kredytów hipotecznych dla klientów indywidualnych). Co ważniejsze jednak, opcje zastosowane w tych rozwiązaniach szyte są na miarę, często tylko na potrzeby tej czy innej oferty i to z reguły przez zagraniczne banki. Liczy się też efekt skali. W efekcie, klient indywidualny nie ma bezpośrednio dostępu do klocków, z których tworzone są bardziej wyrafinowane struktury.

Tekst pochodzi z Akademii lokat strukturyzowanych firmy Wealth Solutions
Serdecznie dziękuję za jego udostępnienie.
www.wealth.pl
Przejdź do początku tekstu >>> kliknij
Przejdź do spisu treści porad/artykułów
Przejdź do katalogu polecanych publikacji
Przejdź do bloga
Przejdź do forum
Przeczytaj również:
Produkty strukturyzowane – fakty i mity
{mosgoogle}



