Brak precyzji programu kredytowego ?Rodzina na swoim? umożliwia zarówno bankom, jak i klientom wykorzystywanie go w sposób patologiczny. Mimo to ? a może właśnie dlatego ? jego popularność rośnie
Rządowy program dopłat do odsetek kredytów hipotecznych cieszy się coraz większym wzięciem. Wartość kredytów udzielanych w jego ramach od początku roku przekroczyła już miliard złotych. Program w założeniach przeznaczony był dla osób, które w chwili wnioskowania o kredyt nie posiadają prawa własności domu jednorodzinnego lub lokalu mieszkalnego w budynku wielorodzinnym. Przez pierwszych osiem lat połowa odsetek pokrywana jest z budżetu państwa, a suma tych dopłat może osiągnąć nawet 100 tys. zł. Takie preferencyjne kredyty mogą uzyskać małżonkowie, osoby samotnie wychowujące przynajmniej jedno małoletnie dziecko lub dziecko, bez względu na jego wiek, na które pobierany jest zasiłek pielęgnacyjny oraz osoby wychowujące dziecko uczące się w szkołach do ukończenia przez nie 25. roku życia. W założeniach program miał ponadto wspomóc rynek budownictwa mieszkaniowego. Z danych statystycznych wynika jednak, że jego wpływ był znikomy. Niestety, rzeczywistość nie okazała się różowa ? program zdradził wiele usterek. Przede wszystkim jeśli chodzi o warunki dostępności kredytów z dopłatą.
Mieszkania dostępne w tym programie muszą mieć powierzchnię mniejszą niż 75 mkw. i kosztować nie więcej niż ustalona przez państwo suma. W praktyce poważnie ograniczyło to możliwości wyboru mieszkania ? rosnące szybko jeszcze do niedawna ceny mieszkań za nic miały limity cenowe ustalone przez ustawodawcę. Co więcej, choć program miał być skierowany przede wszystkim do osób ?na dorobku?, nie legitymujących się najwyższymi dochodami, musiały one jednak spełniać bankowe kryteria zdolności kredytowej. Te zaś faktycznie ograniczyły możliwość otrzymania preferencyjnego kredytu np. do rodzin, w których oboje małżonkowie zarabiają znacznie powyżej średniej krajowej. To limit niedostępny dla większości osób, które poszukują niskich marż. Nieścisłość przepisów spowodowała też, że nie ograniczono możliwości wyłudzania z budżetu państwa pieniędzy przez ludzi de facto najbogatszych. Brak prawa własności domu czy mieszkania został ograniczony u ubiegającego się o kredyt do dnia podpisania umowy kredytowej z bankiem. Można to łatwo ominąć, przekazując czasowo posiadane nieruchomości np. członkom najbliższej rodziny. Po uzyskaniu kredytu można już być właścicielem nawet kilku nieruchomości ? dzięki korzystnemu kredytowi może to być nawet dobry sposób zarabiania na rynku mieszkaniowym. Z kolei konkubenci mogą osobno ubiegać się o kredyt w ramach programu, co stwarza im szansę na podwojenie sumy rządowych dopłat ? w ten sposób rodzina może teoretycznie uzyskać od państwa łącznie nawet 200 tys. zł.
Na programie ?Rodzina na swoim? potrafią dodatkowo zarabiać również banki. Niektóre z nich ? co już zakrawa na absurd ? oferowały niższe marże przy zwykłych kredytach, kredyty preferencyjne obciążając dodatkowymi opłatami ? tak robił np. do niedawna DomBank, zanim zrównał stawki. Dopóki kredyty w tym programie oferuje tylko dziewięć banków (PKO BP, Gospodarczy Bank Wielkopolski wraz z bankami zrzeszonymi, Bank Polskiej Spółdzielczości i banki zrzeszone, Bank Pocztowy, Pekao, Mazowiecki Bank Regionalny i banki zrzeszone, Alior Bank, Getin Bank Dom Bank Hipoteczny i Pekao Bank Hipoteczny) niewielka konkurencja nie sprzyja urynkowieniu opłat.
więcej na www.GazetaBankowa.pl
Tomasz Borkowski
![]()


