W tekście pt. „Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych stoją nad przepaścią” autor wykazał się troską o stan portfeli klientów funduszy inwestujących w akcje. Powszechnie wiadomo, że głównymi graczami polskiej giełdy są fundusze inwestycyjne. Jeżeli wyjaśnimy sobie część zarzutów jakie stawia autor tekstu wówczas uzyskamy bardziej przejrzysty obraz.
To co się dzieje obecnie na rynkach kapitałowych, dotyka każdego inwestora.
Światowe giełdy, łącznie z polską, stanowią system naczyń połączonych.
Dlatego emocje związane z kryzysem w Stanach Zjednoczonych odbijają się na notowaniach wszystkich rynków.
Przekłada się to oczywiście na spadek wyceny funduszy, które zainwestowały w akcje czy też papiery dłużne wyemitowane przez upadające obecnie spółki.
Wynikiem panującego na rynkach obniżonego zaufania, są znaczne wahania notowań papierów spółek, które wciąż mają stabilną sytuację finansową.
Zakupy na kredyt
Wspomniałem o dużym udziale funduszy w polskim rynku kapitałowym.
W większości są to fundusze klasyczne, zawierające proste transakcje kupna lub sprzedaży akcji, w zależności od potrzeb. Jeżeli przejrzymy ich prospekty, zauważymy, że mogą zaciągnąć kredyt w polskim banku.
Dla przykładu spójrzmy w zapisy prospektów największych funduszy, np. Arki i Legg Mason. Wysokość zaciągniętego maksymalnie na rok kredytu, nie może przekroczyć 10 proc. aktywów. Poziom ten musi być na bieżąco kontrolowany przez zarządzającego, dlatego nie można przekroczyć założonego progu. Środki z kredytu, mogą być wykorzystane tylko do regulowania bieżących zobowiązań funduszu, np. rozliczeń z tytułu umorzeń jednostek.
Trudno uznać taki zapis, za furtkę do włożenia pieniędzy w akcje. Przypomnijmy sobie, że wspomniane fundusze są instytucjami zbiorowego inwestowania.
W związku z tym środki na inwestycje pochodzą wyłącznie od inwestorów, którzy wpłacili kapitał.
Dlatego stwierdzenie, że TFI na potęgę kupowały akcje, wykorzystując transakcje lewarowane i środki pożyczone z banków, można uznać za minięcie się z prawdą.
Winnych pod sąd
Bardzo łatwo jest zrzucać winę na osoby trzecie za poniesione straty. Jeszcze łatwiej jest przypisywać sobie sukces. Przy obecnej dekoniunkturze, trudno jest wymagać od zrządzających funduszami utrzymania wartości kapitału np. z maja br. Autor zasugerował, że w ramach „skutecznego zarządzania kapitałem”, powinni obniżyć stan posiadanych akcji. Gdyby doradcy inwestycyjni, zastosowali się do wyżej wymienionych wskazówek, doprowadziliby do masowej wyprzedaży. Strona podażowa ze strony funduszy byłaby na tyle duża, że doprowadziłaby do załamania się polskiej giełdy.
Fundusze byłyby zmuszone do zawieszenia umorzeń (zgodnie z ustawą o funduszach inwestycyjnych – do dwóch miesięcy). Nawet rozłożenie w dłuższym czasie zleceń sprzedaży, trudno uznać za rozsądne i skuteczne rozwiązanie. Strona popytowa skończyłaby się, już w początkowej fazie operacji „ratunku”.
Brak jakichkolwiek gwałtownych ruchów ze strony funduszy, może tylko świadczyć o poczuciu odpowiedzialności zarządzających za polski rynek kapitałowy i powierzony im kapitał.
Przypomnijmy sobie zasady
Każdy inwestor, angażujący swoje pieniądze w rynek akcyjny, świadomy jest występowania ryzyka obniżenia wartości kapitału. Ryzyko to opisane jest w biuletynach informacyjnych oraz prospektach funduszy. Świadomi tego są zarządzający – doradcy inwestycyjni.
Dla osiągnięcia celu – zysku, fundusze akcyjne stosują własne kryteria doboru spółek do składu portfela. Zakładają przy tym dość długi horyzont inwestycyjny na osiągnięcie celu, jakim jest wzrost wartości spółki. Z reguły jest to okres trzech do pięciu lat. Fundusz taki z zasady utrzymuje aktywa w akcjach. W ramach dostosowania portfela spółek, do bieżących uwarunkowań, może dokupić akcje spółek np. użyteczności publicznej, które w okresach bessy odnotowują mniejsze spadki. Pamiętajmy – notowania funduszy związanych z akcjami, zawsze będą odzwierciedlały trend indeksu giełdowego.
Ucieczka
Jesteśmy elementem światowego systemu finansowego. Dlatego cały czas będziemy odczuwać globalne nastroje na rodzimym rynku. Ewidentnym takim wpływem jest rosnąca liczba umorzeń. Fundusze w drodze realizacji tych zleceń sprzedają akcje. Wynikiem jest utrzymujący się trend spadkowy. Rozemocjonowani klienci, którzy czują się oszukani, najwidoczniej nie wzięli pod uwagę ryzyka jakie wiąże się z rynkiem akcyjnym. Ci bardziej świadomi podjęli decyzję o pozostaniu w funduszach, lub bez emocji wycofali swój wkład.
{mosgoogle}
Na krawędzi
Jeżeli chodzi o wynagrodzenia doradców inwestycyjnych, wysokości opłat za zarządzanie, efektywność prowadzonej polityki inwestycyjnej, pozostawmy je samym funduszom i ich inwestorom. Tutaj działa prosta zasada. Klienci sami ocenią, czy zgadzają się na ponoszone opłaty. Fundusze chcąc być konkurencyjne, same podejmą decyzję czy zredukować koszty. Poprzez decyzje, inwestorów, otrzymamy odpowiedź, czy fundusze będą „skompromitowaną” formą inwestycji. Możemy uznać, że w obecnej trudnej sytuacji fundusze stoją na rozstaju dróg. Na pewno ich inwestorzy potrzebują rozwagi oraz rzetelnych informacji do podjęcia decyzji co dalej robić.
To komentarze, w których serwuje się nie do końca sprawdzone informacje, stawiają TFI oraz ich klientów nad przepaścią. Dzięki takim „komentarzom” słabo zorientowany inwestor może łatwo zrobić krok naprzód.
autor: Rafał Banaś www.GazetaFinansowa.pl
Przeczytaj również:
MSSF dla inwestorów giełdowych ,
Nowa formuła działania dla funduszy dedykowanych ,
Bessa po Pekinie ,
Prawie wszystko o produktach strukturyzowanych ,
Inwestycje dojrzałego człowieka ,
Powrót na górę strony ,
Przejdź do spisu treści 600 porad finansowych
Menu strony porady publikacje blog aukcje kredytowe
{rdaddphp file=wstawki/newsletter.php}


