Menedżerowie instytucji finansowych w Polsce zatrudnieni w spółkach prywatnych mają wygodną sytuację. Sowite odprawy osłodzą rozstanie z firmą. I pozwolą na negocjowanie warunków z kolejnym bankiem uzupełniającym skład zarządu. Każdorazowa informacja o odwołaniu członka zarządu instytucji finansowej to dla rynku istotny sygnał – niezależnie od menedżera, którego będzie można zatrudnić, pojawił się właśnie nowy, duży inwestor. Duży, bo dysponujący środkami, na które przeciętny pracownik banku musiałby ciułać przynajmniej przez dwie dekady.
Oczywiście wysokość odpraw jest tajemnicą znaną wyłącznie zainteresowanym, czyli radom nadzorczym zatrudniającym zarządy i odchodzącym menedżerom. Niemniej wiadomo, że odprawy dla menedżerów sięgają kilku milionów złotych – średnio od miliona do siedmiu, z pominięciem Rafała Juszczaka, byłego prezesa PKO BP, którego odprawę – niską jak na bankowe standardy – reguluje ustawa. I nie zmienią się nawet w związku z kryzysem – regulują je bowiem nie umowy o pracę, ale kontrakty podpisywane przez dwie strony, czyli menedżera i radę nadzorczą reprezentującą właściciela instytucji finansowej. Pacta sunt servanta – głosi maksyma prawa rzymskiego. Umowy są więc dotrzymywane, zaś zmieniający pracę członkowie zarządów banków mogą sobie pozwolić na nie byle jakie wakacje. Albo wielomilionowe inwestycje. Zwykle kontrakty zawierają dwie klauzule – pierwszą dotyczącą wysokości odprawy jako krotności miesięcznego wynagrodzenia i drugą – zwykle dotyczącą zakazu pracy dla konkurencji przez pół roku albo rok.
Sprawa wysokości odpraw znów pojawiła się w salonowych dyskusjach top managerów instytucji finansowych. A to w związku z globalną recesją i ostatnimi decyzjami rządów w większości krajów europejskich.
Spojrzenia na odprawy są dwa – pierwsze to symboliczne, poddające w wątpliwość sens wypłacania tak ogromnych kwot szefom instytucji bankowych, zwłaszcza jeśli te nie radzą sobie najlepiej. I drugie – wolnorynkowe. Bo tak naprawdę to właśnie rynek decyduje o wysokościach takich odpraw.
Płacić czy nie
Spójrzmy na sytuację bankowców w Europie – właśnie teraz wysokim odprawom czujnie przyglądają się rządy i nadzory finansowe niemal w całej Unii Europejskiej. Przed tygodniem ministrowie finansów państw członkowskich UE wezwali do ograniczenia nadmiernych zarobków i odpraw dla menedżerów, które ponownie są w centrum krytyki po tarapatach niektórych europejskich banków w wyniku kryzysu finansowego. Mimo widma upadłości banków, ich zmuszonym do odejścia szefom przysługiwały wielomilionowe odprawy wzbudzające oburzenie w mediach. Ministrowie odnotowali debatę publiczną, jaką to wywołało w niektórych krajach zachodniej Europy. Postanowili zainterweniować, zdając sobie sprawę, że w dobie kryzysu finansowego kwestia zarobków i odpraw wypłacanych menedżerom stała się jeszcze bardziej drażliwa. Przyjęta przez ministrów w Luksemburgu deklaracja głosi, że chociaż regulowanie płac i odpraw należy przede wszystkim do udziałowców firm, pracodawców i związków zawodowych, to kraje członkowskie także mają coś do powiedzenia. Zalecenia dotyczą przede wszystkim zwiększenia kontroli akcjonariuszy nad zarobkami menedżerów najwyższego szczebla, przejrzystości tych zarobków oraz ich uzależnienia – w większym stopniu, niż to jest obecnie – od wyników finansowych przedsiębiorstw. Chodzi też o ograniczenie takich dodatków jak akcje. Uznano, że takie gratyfikacje mogą prowadzić do konfliktu interesów, kiedy prezesi decydują np. o fuzjach i przejęciach firm, w których mają udziały. Płace kadry zarządzającej mają odzwierciedlać właściwie i w sposób wyczerpujący wyniki finansowe przedsiębiorstw oraz udział menedżera w sukcesie firmy czytaj dalej.. .
Autorem jest Pan Paweł Pietkun Gazeta Bankowa
Serdecznie dziękuję za jego udostępnienie.
www.gazetabankowa.pl





