NBP zawarł umowę z Europejskim Bankiem Centralnym, umożliwiającą pożyczkę w wysokości 10 mld euro na zapewnienie płynności polskiemu rynkowi pieniężnemu, w razie takiej potrzeby. Czy powinno nas to zaniepokoić?
Idzie kryzys o jakim się Polakom nie śniło. Katastrofa budżetowa w 2009 r. staje się coraz bardziej nieunikniona. ?Dziura Bauca? może powrócić już w przyszłym roku. Ministerstwo Finansów jak zwykle uspokaja i zapewnia nas o mocnych fundamentach. Dziś jedynym projektem, na którym rządowi wyraźnie zależy jest wprowadzenie euro w 2012 r. To ma być rzekoma gwarancja uniknięcia kryzysu gospodarczego. Ale wcześniej mamy rok 2009. Zapomnijmy o przyjęciu euro w 2012 r., szanse są nierealne.
Czysta kosmetyka
Nie wystarczą kosmetyczne zmiany podstawowych wskaźników makroekonomicznych w budżecie na 2009 r. Zamiast wzrostu PKB przewidzianego na poziomie 4,8 proc., rząd zaproponuje pewnie w grudniu wzrost na poziomie 3,5 ? 3,8 proc. Chce jednak twardo utrzymać deficyt na poziomie 18,5 mld zł, inflację na poziomie 2,9 proc. oraz dochody i wydatki budżetowe na niezmienionym poziomie. Budżetu na 2009 r. praktycznie już nie ma. A czas nagli i w przypadku jego braku prezydent może rozwiązać Sejm.
Nieprzewidziane wydatki
Wzrost PKB w 2009 r. jeśli będzie, to zaledwie na poziomie 1,5 proc., a to i tak będzie dobrze. Będzie to oznaczać wpływy budżetowe o 20 ? 30 mld zł mniejsze niż planowane w projekcie budżetu na 2009 r. Pamiętajmy, że rząd założył już w tej mało odpowiedzialnej wersji projektu budżetu, całkowicie abstrahującej od skali i tempa rozwoju wydarzeń kryzysowych wpływy i tak już mniejsze od tegorocznych aż o 35 mld zł, z tytułu obniżki składki rentowej ? będzie to kosztować budżet 19,9 mld zł. Z tytułu odpisów podatkowych na dzieci budżet straci 5,4 mld zł. I z tytułu wprowadzenia dwóch niższych stawek podatkowych starci 8 mld zl. To oznacza katastrofę po stronie dochodów budżetowych, zwłaszcza przy skali nieprzewidzianych antykryzysowych wydatków, jakie niewątpliwie nas czekają w przyszłym roku.
Trwanie przy stopach
Pamiętajmy, że trzeba będzie oczekiwać istotnych zmian stóp procentowych. Te średnio zakładane, przyjęte do projektu budżetu są nie do utrzymania. Stopy procentowe obniża cały świat, od USA, Japonii po Szwajcarię. Kraje te mogą obniżyć swoje stopy nawet do zerowego poziomu. Już dziś są to realnie ujemne stopy procentowe. Nasze na razie ani drgną i wynoszą 6 proc. Trudny do utrzymania wydaje się taki dysparytet stóp, zwłaszcza, że chce je obniżać Europejski Bank Centralny. Projekt budżetu państwa na 2009 r. zakłada, o dziwo, znaczącą poprawę sytuacji finansowej państwa i wzrost dochodów państwa aż o 15,5 proc. do poziomu 303 mld zł. Wydatki przewiduje się tylko na poziomie 321,7 mld zł. Przy czym dochody podatkowe i inne wpłaty mają wzrosnąć do kwoty 253 mld zł, czyli o 10 proc.
Dane z kosmosu
To pobożne życzenia, że z podatków dochodowych wpłynie do budżetu 73,3 mld zł, co stanowi wzrost aż o 9 proc. A z podatków od osób prawnych wpłynie do budżetu 33 mld zł, to wzrost o 16 proc., z pewnością całkowicie nierealny w stosunku do tego, co już dziś dzieje się z polskimi przedsiębiorstwami z powodu kryzysu. Z podatków pośrednich budżet miałby otrzymać w 2009 r. aż 178,6 mld zł, to wzrost o ok. 10 proc., z tego samego VAT 120 mld zł, co stanowi wzrost o 10,5 proc. Należy się spodziewać raczej znaczącego spadku wpływów i to oby tylko o 10 proc. Z akcyzy do budżetu ma wpłynąć 56,9 mld zł. Zakładany wzrost rok do roku to 8,5 proc. Planuje się również wzrost zatrudnienia w gospodarce o 2 proc., a nie jego spadek oraz wzrost spożycia o 4,5 proc.
Niepoprawny optymizm
Spadek konsumpcji i wzrost bezrobocia będą miały ogromny wpływ na wielkość dochodów, zarówno z VAT-u, jak i akcyzy. Ministerstwo Finansów planuje również wzrost inwestycji o 10 proc., a już dziś widać wyraźny ich spadek. Nie będzie takich jak zakładano wpływów ani z VAT-u, ani akcyzy, ani podatków dochodowych. Spadną bowiem znacząco zyski dużych firm, małych i średnich przedsiębiorstw. Spadnie konsumpcja indywidualna i spożycie zbiorowe. Spadną też z pewnością inwestycje. Już mamy do czynienia z tymi zjawiskami. Krajowe firmy wytwórcze w Polsce dziś znacząco zmniejszają swoje moce, produkcja w listopadzie i grudniu będzie mocno spadać. Po raz pierwszy od trzech lat wynik netto sektora przedsiębiorstw w Polsce jest gorszy niż rok do roku. Co trzecie przedsiębiorstwo w naszym kraju zamierza ograniczyć produkcję, a co czwarte planuje zwolnienia.
Same długi
Mamy olbrzymie zadłużenie publiczne Skarbu Państwa (ok. 520 mld zł), dług zagraniczny na poziomie 180 mld euro, zadłużenie Polaków w kredytach hipotecznych 150 mld zł, w kredytach gotówkowych 100 mld zł, na kartach kredytowych ok. 10 ? 20 mld zł. Zagraniczne długi przedsiębiorstw działających w Polsce to już kwota 82 mld euro. I co ciekawe, od wstąpienia do UE od 2004 r. zadłużenie to podwoiło się. Banki zagraniczne działające w Polsce są też zadłużone na łączną kwotę 35 mld euro, a wartość kredytów w złotych zaciągniętych przez polskie przedsiębiorstwa to 165 mld zł. Oznacza to niebezpieczeństwo bankructwa dla wielu z nich, gdyby złoty dalej się mocno osłabiał, a niewątpliwie będzie tak się działo. Niektóre banki już wypowiadają linie kredytowe, do tego można dołożyć straty OFE rzędu 40 mld zł w tym roku, starty TFI na poziomie 70 mld zł.
Zła kondycja
Giełda Papierów Wartościowych umiera. Bankructwa wiszą w powietrzu. Mamy do czynienia z kolejnymi nieudanymi aukcjami polskich papierów wartościowych oferowanych przez Ministerstwo Finansów. Jesienią 2008 r. zadłużenie krótkoterminowe Polski wzrosło do kwoty 60 mld euro, a rezerwy dewizowe państwa polskiego to tylko 59 mld euro. To absolutnie alarmowa sytuacja. Produkcja przemysłowa w październiku wzrosła zaledwie o 0,2 proc. r./r.. 34 mld zł rezerwy celowej w budżecie na 2009 r. to zdecydowanie zbyt mało w dobie kryzysu, tym bardziej, że ta pozycja jest również wykorzystywana do współfinansowania projektów unijnych.
Dziura Bauca
Im bardziej rząd i Ministerstwo Finansów będą bronić założonego 2-proc. poziomu deficytu finansów publicznych, tym bardziej głośno i niebezpiecznie będzie na polskich ulicach i tym silniej i szybciej będzie rosła w Polsce recesja. ?Dziura Bauca? może wtedy powrócić ze zdwojoną siłą. Im silniej RPP będzie trwać w szkodliwej postawie i nie będzie chciała obniżać stóp procentowych, tym bardziej będzie to szkodzić polskiej gospodarce. Jeśli nawet Szwajcaria, która żyje z banków, obniża stopy procentowe o 1 pkt. proc., a tym bardziej my powinnyśmy działać szybko.
Cuda na parkiecie
Rząd również całkowicie nierealistycznie założył dochody budżetowe w 2009 r. z tytułu prywatyzacji na poziomie 12 mld zł. Tymczasem sytuację na polskiej giełdzie pokazują notowania grupy energetycznej Enea, która na debiucie straciła 1 proc., a następnego dnia aż 8 proc. O korzystnej sprzedaży polskich przedsiębiorstw przez GPW w przyszłym, a być może i w 2010 r. trzeba praktycznie zapomnieć. Niektóre firmy obecne na parkiecie są na krawędzi bankructwa. Spora część to dziś typowe wydmuszki, potężnie zadłużone. Tylko OFE utrzymują GPW przy życiu. A to staje się coraz bardziej kosztowne również dla budżetu i coraz bardziej absurdalne. Zwłaszcza, gdy dochodzi do ?cudów na fixingu?. Wyprzedaż za bezcen, byleby tylko spełnić kryterium budżetowe byłaby wręcz sabotażem. Chętnych do kupowania też nie będzie wielu.
Odcięci od środków
Na razie banki przestały ufać i pożyczać sobie nawzajem i indywidualnym kredytobiorcom. Środki na kredyty hipoteczne w 2008 r. spadną i to znacząco o 40 ? 50 proc., zwłaszcza w walutach obcych, w tym we franku szwajcarskim. Banki zaczynają odmawiać kredytów i wypowiadać linie kredytowe deweloperom, dużym firmom budowlanym, zwłaszcza budującym drogi i autostrady, a te potrzebują ogromnych kredytów, często kredytów konsorcjalnych, idących w miliardy złotych. Jeden projekt to często ok. 1 ? 2 mld euro.
Masowe zwolnienia
Wkrótce banki zaprzestaną też udzielać kredytów małym i średnim przedsiębiorstwom, jak i dużym firmom produkcyjnym o małej płynności. Przedsiębiorstwa, ratując swoją płynność, tną produkcję, ograniczają inwestycje, zaczynają zwalniać pracowników. W 2009 r. czekają nas duże zwolnienia grupowe, które mogą przybrać postać kilkuset tysięcy osób. Spadają nie tylko zyski i rentowność, ale i wpływy podatkowe, maleje eksport i siła nabywcza Polaków. Spadek zysków wielkich polskich firm, w tym wielu spółek z WIG 20 w ostatnim kwartale osiąga poziom 70 ? 80 proc. Łączny zysk największych spółek jest w III kw. mniejszy o 20 proc. r./r.
Odwrót od konsumpcji
Politycy liczą nadal na wysoki poziom konsumpcji w 2009 r., co ma uratować polski PKB i polski budżet ? oby się nie przeliczyli. Dziś jeszcze konsumpcja idzie siłą rozpędu gospodarki lat 2007 ? 2008 i w dużej mierze na kredyt. Jest rzeczą oczywistą, że zahamowanie produkcji, zmniejszenie wzrostu wynagrodzeń i narastająca drożyzna z pewnością zmniejszą napływ środków do kraju od Polaków pracujących za granicą. Muszą też spowodować mniejszą konsumpcję, a to da zdecydowanie mniejsze wpływy z VAT-u i akcyzy. Utrzymywanie się przez Polskę w ścieżce zobowiązań przyjętego przez Polskę programu konwergencji jest absolutnie niemożliwe w latach 2009 ? 2010. Niewykluczone, że jeśli kryzys nie będzie intensywnie zwalczany, to czekają nas: zamrożenia płac, obniżki wynagrodzeń, podwyżki podatków, podniesienie składki rentowej, ciecia i tak niskich uprawnień socjalnych i emerytalnych, podniesienie wieku emerytalnego dla kobiet.
Niewyobrażalne kwoty
Nie będzie powrotu do silnej złotówki. 4,70 zł za euro, 3,70 zł za dolara są całkowicie realne w perspektywie 2009 r. Spekulacja na polskiej walucie będzie bardzo intensywna, tym bardziej, że czeka nas na razie tylko autopoprawka do budżetu na 2009 r., ale później prawdopodobnie jego nowelizacja. Czeka nas wzrost deficytu obrotów bieżących, który w końcu 2008 r. może osiągnąć poziom 6 proc. Rażąco spada już dziś napływ inwestycji zagranicznych ? bezpośrednich, a tym samym możliwość finansowania z tych środków deficytu obrotów bieżących. Również potrzeby finansowania i pozyskiwania kapitału zagranicznego dla rolowania starych długów tylko w 2009 r. znacząco rosną. Wyniosą astronomiczną kwotę 120 mld dolarów. Jesteśmy w tej materii całkowicie uzależnieni od dopływu środków z zagranicy.
To dopiero początek
Kryzys dopiero da nam się we znaki, tym bardziej, że zaprojektowany na 2009 r. budżet odbiega w swych założeniach daleko od rzeczywistości. Faktyczne liczby poznamy niestety zapewne jeszcze w grudniu, gdy rząd przyzna się wreszcie, że budżet na 2009 r. można wyrzucić do kosza, bo żaden wskaźnik makroekonomiczny założony na 2009 r. nie jest do utrzymania: ani wzrost PKB, ani poziom obrotów bieżących, który w grudniu zbliży się prawdopodobnie do 6 proc., ani inflacja, ani deficyt budżetowy, ani wpływy podatkowe, ani stopa bezrobocia.
Janusz Szewczak, autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym www.GazetaFinansowa.pl
![]()
{mosgoogle}





