Od tygodni w prasie przeczytać można mocno sprzeczne informacje.Z jednej strony mamy w Polsce bardzo wysokie, choć malejące bezrobocie sięgające w lipcu 2006 ok. 2,5 mln osób, z drugiej strony blisko 40% firm z różnych branż chcących dać pracę narzeka na brak chętnych. I nie chodzi tu o wysoko wykwalifikowanych specjalistów, a często pracowników na budowy lub do pracy przy zbiorach. Brakuje tysięcy pracowników, którzy albo wyjechali na zachód za lepszą pensją, albo nie opłaca im się pracować za oferowane stawki i pracują na czarno.
Rząd natomiast tworzy plany sprzyjające rozwojowi przedsiębiorczości.
Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej, zasada jednego okienka – czyli możliwość załatwienia wszelkich formalności związanych z założeniem firmy w jednym miejscu, ulgi w składkach na ZUS dla nowo rozpoczynających działalność. Niby sporo, ale czy to wystarczy, aby skłonić zwłaszcza młodych (to ich najbardziej dotyka bezrobocie) do pozostania w kraju i zakładania firm?
Emigracji nie powstrzyma z pewnością proponowana ostatnio przez minister pracy podwyżka płacy minimalnej o 30 zł. Tyle zarabiają nasi rodacy za godzinę pracy w Londynie.
Ogłoszone kilka dni temu wyniki debaty wśród studentów Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości dają do myślenia. Studenci niemal zgodnym głosem twierdzą, iż trudno jest prowadzić w Polsce działalność gospodarczą. W 10-cio stopniowej skali ryzyka dają aż 7,4 punktu. Przekładając to na procenty można powiedzieć, że 3 młodych osób uważa własną działalność gospodarczą za wysoce ryzykowną.
Wielu z nich uważa wręcz, że do odniesienia sukcesu firmy niezbędne są dobre znajomości i o wiele łatwiej jest wyjechać za granicę, niż podejmować ryzyko w kraju.
Wnioski te nie napawają optymizmem.
Studenci z pewnością mają rację zarzucając uczelniom brak lub niewystarczającą ilość zajęć mających przygotować ich do prowadzenia działalności. Polski system kształcenia nie od dziś nazywany jest "etatowym". Kształcimy ludzi z myślą o znalezieniu etatu. Znalezienie pracy etatowej, pomimo trudności jakie panują na rynku pracy, jest znacznie łatwiejsze niż podjęcie ryzyka i wzięcie spraw w swoje ręce.
Być może tu tkwi odpowiedź na pytanie dlaczego tak niewielu studentów spośród tych, którzy jeszcze podczas studiów deklarują ochoczo założenie firmy, w rzeczywistości ją zakładają.
Problem tkwi również w kwestii mentalnej. Przedsiębiorcy są na dalekim miejscu wśród profesji, które Polacy uważają za godne zaufania. Trochę to dziwne biorąc pod uwagę, że to dzięki pracodawcom miliony pracowników mają pracę. To pracodawcy ponoszą wysokie ryzyko prowadzenia działalności. Muszą odnaleźć się w gąszczu przepisów podatkowych, walczyć z biurokracją, konkurencją itp. I za to wszystko niejednokrotnie dostają etykietkę wyzyskiwacza i krwiopijcy czerpiącego zyski z czyjeś ciężkiej pracy. A oni sami nie pracują?
Pomijam oczywiście patologiczne sytuacje łamania praw pracowniczych, niewypłacania pensji na czas itp. Przypadki takie należy ścigać i karać, co do tego nie ma wątpliwości.
Same ustawy nie pomogą – potrzebna jest praca u podstaw. Edukacja nastawiona na kreatywność, przedsiębiorczość, zmiana postaw społecznych wobec przedsiębiorców.
Czytałem jakiś czas temu takie oto powiedzenie:
"Co robi Amerykanin, gdy widzi sąsiada podjeżdżającego pod dom nowym mercedesem?
Zastanawia się co może zrobić, żeby też kupić nowy samochód.
A co robi Polak?
Przebija opony w samochodzie sąsiada na dowód własnej frustracji i kompleksów."
To skrajny przypadek, ale obrazuje pewien sposób postrzegania przedsiębiorczości.
Dopóki właściciel firmy nie będzie traktowany jako wzór człowieka sukcesu, a jedynie
cwaniak i domniemany hosztapler to niewiele się zmieni.
Czy rząd coś zrobi w tym kierunku?
W obecnej chwili mam pewne obawy, gdyż ekipa rządząca pozostawia gospodarkę na dalszym planie.
Niepokój wzbudza brak dialogu premiera ze środowiskami biznesowymi. Opisywane ostatnio próby jego nawiązania przypominają zabawę w kotka i myszkę. Premier Kaczyński chętniej spotyka się ze związkami zawodowymi niż z pracodawcami zapominając o tym, że to przedsiębiorcy dają ludziom pracę. Dzięki temu ludzie ci mają pieniądze, robią zakupy napędzając tym samym PKB, który nie bierze się z niczego.
Mam nadzieję, że sytuacja z czasem jednak zacznie się zmieniać z korzyścią dla nas wszystkich.





