Rok 2007 niewątpliwie zaliczyć należy do gorących okresów na światowym rynku sztuki. Jak podaje „The Wall Street Journal”, największe domy aukcyjne – Sotheby’s i Christie’s odnotowały kilkudziesięcioprocentowe wzrosty obrotów w stosunku do roku poprzedniego.
Zwłaszcza aukcje sztuki najnowszej obfitowały w rekordy. Niemałe emocje wzbudziły z pewnością: sprzedaż obrazu Marka Rothko „White Center (Yellow, Pink and Lavender on Rose)” oraz licytacja „Greek Car Crash” Andy’ego Warhola, podczas majowych aukcji zorganizowanych przez nowojorskie oddziały Sotheby`s i Christie’s. Oba obiekty osiągnęły wówczas ceny powyżej 70 milionów dolarów.
Listopadowa aukcja w Sotheby’s przyniosła natomiast 23,6 miliona dolarów za „Hanging Heart” (Magenta and Gold) Jeffa Koonsa, ustanawiając tym samym ów obiekt najdrożej wylicytowanym dziełem żyjącego artysty. Najwyższą cenę za dzieło żyjącego twórcy, sprzedane poza obiegiem aukcyjnym wyznaczyła zaś kontrowersyjna praca Damiena Hirsta, zatytułowana „For the Love of God”. Obiekt w postaci platynowego odlewu czaszki inkrustowanej diamentami, sprzedała londyńska galeria White Cube za, bagatela, 50 milionów funtów! Dzieło, jak i transakcja budzą wiele wątpliwości, nie zmienia to jednakże faktu, iż na światowym rynku sztuki rok 2007 z pewnością zaliczyć należy do nadzwyczaj pomyślnych.
Warto w tym miejscu wspomnieć, iż dobra passa nie ominęła również dzieł Polaków, obecnych od pewnego czasu na globalnym rynku (m.in.: Wilhelm Sasnal, Piotr Uklański, Rafał Bujnowski, Mirosław Bałka). Kwoty, jakie światowi kolekcjonerzy byli skłonni płacić za ich prace, należały do naprawdę imponujących.
Na rodzimym podwórku
Na pewno rok 2007, to rok wzrostu zainteresowania rynkiem dzieł sztuki w mediach. Doniesienia o znaczącym ożywieniu na rynku, pojawiały się zadziwiająco często. Czy rzeczywiście w ubiegłym roku na polskim rynku sztuki zapanowała hossa?
Analizując notowania aukcyjne, można byłoby postawić tezę, iż rok 2007 należał do udanych na polskim rynku sztuki. Obrót na rynku malarstwa wzrósł o niemalże 30 proc. Było to w głównej mierze zasługą ogólnego wzrostu (w stosunku do roku poprzedniego) liczby sprzedanych obiektów.
Dla segmentu sztuki współczesnej wielkość ta wzrosła o ponad połowę. Nie zmienił
się natomiast znacząco, zarówno dla sztuki dawnej, jak i współczesnej, poziom średniej
ceny. Ta z kolei, wzrosła istotnie w przypadku fotografii, co przełożyło się na prawie trzykrotny wzrost obrotów w tymże segmencie.
A jak sytuację na rynku oceniają praktycy? O wypowiedź poprosiliśmy: kolekcjonerów sztuki, przedstawicieli domów aukcyjnych i galerii, a także reprezentantkę firmy konsultingowo-inwestycyjnej.
W opinii Konrada Szukalskiego – wiceprezesa Domu Aukcyjnego Agra-Art, ubiegły rok „nie był najgorszy, a nawet całkiem dobry – w porównaniu do ostatnich lat. Być może nie było spektakularnych transakcji, ale za to było ich więcej. Zauważalny był także stały wzrost nowych klientów”. Podobnego zdania jest współwłaściciel Domu Aukcyjnego Rempex – Piotr Lengiewicz:
„Rok miniony to kolejny rok stabilnego wzrostu na rynku dzieł sztuki. Ta tendencja utrzymuje się od kilku lat, ale teraz nabiera większej dynamiki. Moje opinie odnoszą się nie tylko do wielkości sprzedaży wyrażonej w kwotach, ale w szczególności do wzrostu zainteresowania sztuką poprzez liczbę dokonywanych transakcji.” Zdaniem Moniki Weber z firmy konsultingowo-inwestycyjnej Wealth Solutions, o hossie na polskim rynku sztuki na razie mówić można wyłącznie odnośnie charytatywnych aukcji sztuki. To na nich gorączka licytacji, liczba osób biorących udział w aukcjach oraz różnica ceny wywoławczej do kwoty wylicytowanej spełnia wymogi charakteryzujące hossę, która na ‘profesjonalny rynek sztuki’ jeszcze nie zajrzała”. Ostrożnie do zagadnienia boomu na polskim rynku podchodzi również Adam Harkawy – założyciel Domu Aukcyjnego Polonia-Art.
W Jego opinii, na mówienie o znaczącym ożywieniu jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Nie jest natomiast źle – a sygnały dopływające zarówno z zagranicy, jak i z rynku lokalnego, świadczą o tym, iż może być jeszcze lepiej. Jan Michalski – współwłaściciel Galerii Zderzak, zwraca uwagę na zjawisko rosnącego miejsca sztuki współczesnej w hierarchii potrzeb konsumpcyjnych Polaków: „Bogaci kolekcjonerzy uznali sztukę za źródło prestiżu społecznego i udostępniają swoje kolekcje publiczności lub zakładają galerie. Poszerza się sfera świadomego, prywatnego mecenatu. Polski biznes zwraca się ku sztuce.” Właściciel i dyrektor Starmach Gallery – Andrzej Starmach, jak również Piotr Bazylko i Krzysztof Masiewicz – kolekcjonerzy i współtwórcy strony na temat kolekcjonowania sztuki najnowszej (https://www.artbazaar.blogspot.com), zauważają z kolei coraz lepsze poczynania rodzimej sztuki poza granicami Polski. Coraz więcej polskich galerii zaczęło brać udział w różnego rodzaju międzynarodowych targach sztuki. Logo polskich galerii można było w ubiegłym roku zobaczyć w Miami, Chicago, Bazylei na Berlinie skończywszy, co jest dobrym symptomem na następne lata” – nadmienia Starmach. Panowie z ArtBazaar dodają: „Polscy artyści mają już znaną markę na świecie – na aukcjach w największych domach aukcyjnych regularnie pojawiają się prace Wilhelma Sasnala, Rafała Bujnowskiego czy Piotra Uklańskiego, od czasu do czasu Mirosława Bałki, Sławka Elsnera, Marcina czy Magdaleny Abakanowicz.
To wielki skok w porównaniu nawet do sytuacji sprzed dwóch lat. Polska sztuka najnowsza, szczególnie ta młoda, jest już w naprawdę dobrych kolekcjach światowych. I to nie dlatego, że jest egzotyczna – jest po prostu dobra.”
Czy hossa czai się tuż za rogiem?
Jeśli idzie o prognozy na rok 2008 – i tutaj zaproszeni eksperci zdają się być zgodni, przewidując raczej stabilny wzrost, aniżeli nagły boom. Zdaniem Piotra Lengiewicza: „Spokojna sytuacja polityczna i gospodarcza z dobrymi perspektywami na przyszłość to czynnik, który będzie odgrywał dużą rolę we wzroście sprzedaży w roku 2008”. W opinii Adama Harkawy, będzie to rok stabilny, bez znaczących wzrostów. Oczywiście jeśli na rynek wypłyną wyjątkowe dzieła, możemy spodziewać się rekordów, tym niemniej co do ewentualnego boomu należałoby wciąż jeszcze podchodzić raczej sceptycznie. Wydaje się, iż nadzwyczajnych zmian nie przewidują również kolekcjonerzy.
Piotr Bazylko i Krzysztof Masiewicz uważają, że: „Rynek sztuki w Polsce ma szansę rozwoju dopiero wtedy, gdy, jak to obrazowo ujęła Anda Rottenberg, ludzie zrozumieją, że w mieszkaniach, których metr kosztuje grube tysiące złotych, nie mają prawa wisieć plakaty z IKEA czy obrazki za kilkadziesiąt złotych.”
Większy optymizm wykazuje Konrad Szukalski. Oczekuje on bowiem, iż „być może czeka nas kilka transakcji powyżej 1 mln zł. Jeżeli tego rodzaju przebicie bariery cenowej nastąpi, wówczas może poprawi się płynność na rynku – właściciele uznają, że warto sprzedawać i zwiększy się podaż wysokiej klasy dzieł”. Wiele nadziei wiąże przy tym z mającą pojawić się w niedługim czasie nowelizacją przepisów wywozowych. Dzięki temu będzie można liczyć na wzrost roli klientów zagranicznych. W segmencie sztuki współczesnej Szukalski przewiduje natomiast wzrost cen i liczby zainteresowanych klientów. Zaznaczając jednak, iż: „dalej wzrastać będą raczej ceny dzieł autorów uznanych: jak Nowosielski, Kantor, Gierowski”. Najśmielsze oczekiwania zdaje się mieć Jan Michalski, mówiąc, iż: „Być może rosnący popyt wewnętrzny skłoni wreszcie któryś z wielkich światowych domów aukcyjnych do otwarcia filii polskiej. Byłby to nowy impuls do rozwoju branży.” Zwraca również uwagę, na ograniczoność oferty dobrych dzieł sztuki na rynku: „Już wkrótce, przy rosnącym popycie, wyjdą na jaw ograniczenia jakościowe związane z poziomem produkcji. W związku z tym pójdą w górę ceny najlepszych dzieł wielkich twórców, zamożniejsi kolekcjonerzy zaczną częściej szukać towaru za granicą, a inni skierują swoje zainteresowania ku nowym segmentom rynku – designowi, multimediom, fotografi i, sztuce ulotnej, wydawnictwom artystycznym i tak dalej.”
Na co warto zwrócić uwagę w 2008 roku?
Andrzej Starmach mówi wprost: „Gdybym znał dokładnie odpowiedź na to pytanie, to nie musiałbym się martwić o przyszłość moich dzieci i wnuków. Myślę jednak, że z niewielkim ryzykiem można powiedzieć, iż tendencja wzrostowa utrzymuje się zarówno na rynkach klasyki, jak i wśród nowych artystów wprowadzonych na rynki światowe: jak Paweł Althamer, Wilhelm Sasnal czy Rafał Bujnowski. Z pewnością, zarówno do pierwszej, jak i drugiej grupy dołączą w przyszłości nowe nazwiska. Jakie, nikt nie potrafi dzisiaj dokładnie sprecyzować.”
Konkretnych nazwisk nie chciałaby także wskazywać Monika Weber. Tym niemniej, jej zdaniem, w 2008 roku: „Z całą pewnością będzie rozwijała się sprzedaż malarstwa powojennego, w tym najmłodszego. Myślę, że polscy kolekcjonerzy będą również coraz chętniej kupowali dzieła sztuki malarstwa zachodniego, chociaż do otwarcia tak specjalistycznej galerii w Polsce jeszcze daleko.”
W segmencie sztuki dawnej Konrad Szukalski uczula na kilka aspektów dotyczących dzieła, którym warto się zainteresować: „Im starsze, tym lepsze, ale musi być dekoracyjne i z pewnym pochodzeniem. Dalej będą więc rosły ceny Wyczółkowskiego, Kossaków, nie mówiąc o monachijczykach (Brandt, Wierusz-Kowalski). W związku z postępującym brakiem poprzednio wspomnianych dzieł, wzrosną też ceny mniej uznanych polskich artystów, jak Wasilewski, Korecki, Gałek”. Piotr Lengiewicz, ze względu na dostępność cen, proponuje fotografi ę, sztukę z lat 70. i 80., a także rysunek znanych mistrzów. Natomiast osobom, które stać na zakup dzieł wybitnych – „szybsze podejmowanie decyzji, bowiem arcydzieł dostępnych na rynku jest naprawdę niewiele, a posiadanie ich w swojej kolekcji to niesamowita satysfakcja”.
Z perspektywy kolekcjonera, w osobie Piotra Bazylko, „na pewno warto przyglądać się młodym artystom – tu nazwisk jest sporo: Przemek Matecki, Tomek Kowalski, Olaf Brzeski, Radek Szlaga, Paweł Dunal, Janusz Łukowicz (to trochę starszy artysta, ale przez wiele lat nie tworzył), Basia Bańda czy Mariusz Tarkawian.” Zdaniem panów z ArtBazaar, wart zainteresowania jest niewątpliwie również każdy ciekawy projekt Anety Grzeszykowskiej, Krzysztofa Zielińskiego, Wilhelma Sasnala, Rafała Bujnowskiego, Piotra Janasa, Jakuba Juliana Ziółkowskiego czy Zbyszka Libery, ale w tym przypadku należy się liczyć z jednej strony z niewielką dostępnością prac (kolejki oczekujących), z drugiej – z uwagi na fakt, iż ww. funkcjonują już od pewnego czasu na rynku światowym, adekwatnego do tegoż rynku poziomu cen ich dzieł. Kończąc w tym miejscu naszą wyprawę w poszukiwaniu hossy, należałoby jednoznacznie stwierdzić, iż w Polsce pojawiła się ona jak dotąd jedynie w doniesieniach prasowych. Faktycznie natomiast sytuację na rynku należałoby określić raczej mianem stabilnego wzrostu. Jednakże czy taka sytuacja powinna kogokolwiek martwić? Scenariusz z hossą już kiedyś przerabialiśmy.
Nie ma sztuki nowoczesnej – jest tylko dobra lub zła sztuka. Stanisław Szukalski (1893-1987)
Autor: Anna Piechaczek, Kurier Finansowy nr. styczeń/luty 2008 r. www.alebank.pl/kurier-finansowy
Przeczytaj więcej o inwestowaniu w sztukę:
Sztuka inwestycji w sztukę,
Inwestycyjne dylematy w świecie sztuki współczesnej,
Sztuka licytacji,
Kilka słów o inwestowaniu w sztukę,
Tworzenie portfela w art-bankingu ,
Marszandem być, czyli inwestowanie w sztukę,
Domy aukcyjne na rynku dzieł sztuki,
Podrabiany Nikifor
Powrót na górę strony,
Przejdź do spisu 600 porad finansowych,
{mosgoogle}


