Wraz z kryzysem na rynku nieruchomości przyszedł również zastój w segmencie kredytów hipotecznych. Klienci ciągle czekają na spadki cen, odkładają więc na później decyzję o zaciągnięciu kredytu. Czy to oznacza, że na tych, którzy się jednak zdecydują na pożyczenie pieniędzy w banku czeka się z otwartymi ramionami? Okazuje się, że dziś nie tylko trudniej o decyzje w sprawie udzielenia kredytu, ale nawet o same pieniądze.
Problem pojawił się w ubiegłym roku. Wrzesień był pierwszym miesiącem, gdy wartość depozytów była niższa od sumy udzielonych kredytów. Oszczędności gospodarstw domowych, firm i instytucji osiągnęły we wrześniu ub.r. poziom 447,5 mld zł, natomiast suma udzielonych kredytów przekroczyła 453 mld zł.
Wraz z kryzysem na amerykańskim rynku nieruchomości, którego skutki objęły światowe rynki w sukurs polskim bankom przyszła polityka antyinflacyjna RPP. Rosnące stopy procentowe zdecydowanie odstręczają dziś od pożyczania, za to kiepskie wyniki funduszy inwestycyjnych i rosnące oprocentowanie lokat zachęcają znowu do tradycyjnych form oszczędzania.
Pożyczanie za granicą
Klienci banków, pomimo uzyskania zgody na udzielenie kredytu, czekają nawet miesiąc zanim instytucja przeleje na ich konto obiecane środki. Banki dwoją się i troją, by pozyskać środki, jednak nieodwoływalnie związane jest to z droższymi kredytami, na które popyt ciągle nie spada. Jedynym wyjściem jest zatem pożyczać od zagranicznych instytucji, a to dla polskiego klienta oznacza wyższe marże, bo takie pożyczki kosztują polskie instytucje drożej, niż korzystanie z depozytów własnych klientów.
Ciągły popyt
Potrzeby mieszkaniowe Polaków to ciągle około 1,5 – 2 mln nowych mieszkań. Z danych Związku Banków Polskich wynika, że w I kw. 2008 r. utrzymywała się tendencja wzrostowa liczby i wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych klientom indywidualnym. Wzrastała też liczba czynnie obsługiwanych umów kredytowych. O ile w I kw. 2007 r. było to 963 tys. kredytów spłacanych przez klientów banków to na koniec marca 2008 r. była to liczba prawie 1,2 mln umów.
Spadające ceny
Na koniec marca 2008 r. stan zadłużenia z tytułu udzielonych kredytów mieszkaniowych dla klientów indywidualnych i instytucjonalnych wyniósł prawie 129 mld zł i wzrósł o ponad 50 proc. w porównaniu ze stanem z marca 2007 r., zaś przyrost stanu zadłużenia od grudnia 2007 r. do marca 2008 r. wzrósł o ok. 12 proc.
Złe oceny
Tymczasem według danych ZBP pogorszeniu uległy oceny koniunktury na wszystkich rynkach depozytowych: depozytów złotowych bieżących i terminowych oraz depozytów dewizowych – bieżących i dewizowych. Spadki wystąpiły także na rynkach kredytowych: złotowych, dewizowych i mieszkaniowych. Oznacza to, że bankowcy oceniają, iż w dłuższej perspektywie znowu chętniej będziemy pożyczać niż odkładać. Problem w tym, że dla banków staje się to coraz mniej opłacalne.
Ubezpieczanie ceny
Te, nie tylko muszą znaleźć środki na nasze kredyty, zaczynają się też zastanawiać, czy będzie nas stać na spłatę kredytu. Jak pisze „Gazeta Prawna” bankowcy chcą, by klienci ubezpieczali swoją nieruchomość na wypadek spadku jej wartości. Okazuje się bowiem, że w przypadku bankructwa klienta pieniądze ze sprzedaży mieszkania, które kupiono za czasami astronomiczną cenę, dziś nie pokryją bankowi ewentualnych strat.
KOMENTARZ
Michał Macierzyński, analityk Bankier.pl
Era nadpłynności polskiego sektora bankowego odchodzi do historii. Tylko nieliczne instytucje nie mają problemów z zapewnieniem sobie finansowania akcji kredytowej. Dla innych jest to ogromny problem, czego efektem jest szybki wzrost oprocentowania depozytów, nie tylko w najmniejszych, ale również w średnich i największych bankach. Wszystko ze względu na wzrost ryzyka na światowych rynkach, co jest bezpośrednim efektem kryzysu na amerykańskim rynku hipotecznym. Polskie banki nagle zostały odcięte od taniego źródła kapitału, jakim była emisja euroobligacji. Problemy banków-matek sprawiły, że coraz trudniejsze jest również uzyskanie pożyczki podporządkowanej. W efekcie cena pieniądza na rynku międzybankowym drastycznie wzrosła, czego efektem jest ogromna różnica pomiędzy stopą WIBOR, a oficjalnymi stopami procentowymi. To syndrom braku płynności polskiego rynku, a co za tym idzie zapowiedź problemów z finansowaniem akcji kredytowej. Może się zatem zdarzyć, że niektóre rodzaje kredytów będą droższe, a w innych przypadkach banki będą się opóźniały z wypłatą kredytu – właśnie ze względu na problem z zebraniem odpowiednich środków. Inną sprawą jest również duża popularność niektórych banków, które oferują nieco lepsze warunki niż konkurencja. To właśnie w ich przypadku najczęściej występuje problem z przesuwaniem wypłat kolejnych transzy kredytów. Można się jednak spodziewać, że mniejsza płynność będzie stanem permanentnym w polskim systemie bankowym. Doprowadzi to do rozwoju nowych produktów i narzędzi, nastąpi z całą pewnością wzrost popularności sekurytyzacji, być może również nastąpi renesans banków hipotecznych. Spokój nastąpi jednak dopiero w momencie udrożnienia rynków zagranicznych – tutaj jednak trudno powiedzieć, kiedy może to nastąpić – coraz częściej przypomina to wróżenie z fusów.
autor: Eliza Snowacka www.GazetaFinansowa.pl
Przeczytaj również:
Czy potrzebna jest jakość w polskim art bankingu,
Rośnie konkurencja dla banków,
Opodatkowanie dochodów kapitałowych i dochodów z odsetek bankowych, obligacji i dywidend,
{mosgoogle}
Menu strony porady publikacje blog aukcje kredytowe
{rdaddphp file=wstawki/newsletter.php}





