Lokaty strukturyzowane zapewniają jednocześnie gwarancję kapitału i oferują wizję wysokich zysków. To sprawia, że stosunkowo łatwo można je sprzedać. Czy równie łatwo można na nich zarobić? Jeszcze nie wiadomo.
Kłopot z lokatami strukturyzowanymi polega na tym, że są zarazem banalnie prostymi i niesłychanie wyrafinowanymi instrumentami inwestycyjnymi. Ich prostota polega na samej konstrukcji. Klient kupuje lokatę strukturyzowaną za 100 tys. PLN. Termin wygaśnięcia lokaty mija za cztery lata, lokata oferuje 100-proc. gwarancję kapitału. Co dzieje się z jego pieniędzmi? Mniej więcej 80 proc. lokowana jest w depozyty bankowe lub obligacje. Odsetki z tej części inwestycji w ciągu czterech lat wypracują 20 tys. PLN zysku. Stąd na koniec okresu klient może liczyć na 100-proc. gwarancję kapitału – zapewnią je najzwyklejsze pod słońcem odsetki od depozytów lub obligacji. Na czym polega więc wyrafinowanie struktur, zapyta ktoś, skoro już na pierwszy rzut oka, wydają się one banalnie prostym instrumentem?
Odpowiedź oczywiście wiąże się z tym, co dzieje się z pozostałymi 20 tysiącami złotych zainwestowanymi na lokacie. Część kasowana jest jako prowizja dla twórcy lokaty. Jak duża część? Tego nie wie w zasadzie nikt poza samym twórcą lokaty (o czym trochę niżej). Przyjmijmy dla wygody, że będzie to 5 proc. Pozostaje jeszcze 15 proc.
Pora na zyski
Jak łatwo się domyśleć, to właśnie na tej części lokaty spoczywa ciężar wypracowania zysków dla klienta. Pozornie kwota jest zbyt niska, by można było pomnożyć ją w stosunku zapewniającym powiedzmy 100-proc. zysku dla całości inwestycji (aby klient z naszego przykładu mógł otrzymać po czterech latach 200 tys. PLN). Na pewno nie uda się tego osiągnąć dzięki inwestycji w tradycyjne instrumenty finansowe, bo gdyby zainwestować te pieniądze w akcje czy fundusze akcji, musiałyby one wypracować ok. 650 proc. zysku w cztery lata, aby dać 100-proc. zysk dla całej lokaty. Zresztą, gdyby owe 15 proc. naprawdę miało być inwestowane w akcje czy fundusze, nikt nie potrzebowałby do takiego działania lokaty strukturyzowanej. Ostatecznie samodzielne założenie lokaty w banku za 80 proc. kapitału i zostawienie pozostałych 20 proc. w funduszu akcji nie jest specjalnie trudnym przedsięwzięciem. A zatem?
Wysokie stopy zwrotu mogą jednak wypracować inwestycje w instrumenty pochodne. Te niejako z definicji mogą pomnażać kapitał znacznie szybciej niż tradycyjne inwestycje, ponieważ wykorzystują dźwignię finansową. Mogłoby się zdawać, że inwestycje w instrumenty pochodne są jednak bardzo ryzykowne i bynajmniej nie kojarzą się nikomu z gwarancją kapitału. Owszem, chyba że pole inwestycji zawęzimy do opcji. Opcje są po prostu rodzajem zakładu terminowego, ale tym różnią się np. od kontraktów terminowych, że kupując opcje znamy od razu wysokość ewentualnych strat poniesionych na inwestycji. Będzie to 100 proc. ceny zapłaconej za opcję. Zatem skoro nasza część lokaty zdeponowana na depozycie lub w obligacjach wypracuje gwarancję kapitału dla klienta, to pozostałe pieniądze możemy inwestować nie troszcząc się o naruszenie tej gwarancji. Z drugiej zaś strony potencjał zysku z inwestycji w opcje jest teoretycznie nieograniczony.
Dla tych, którzy nie znają bliżej opcji, krótki przykład. Załóżmy, że cena soku pomarańczowego wynosi 10 dolarów. Opcja na utrzymanie się ceny soku na poziomie 10 dolarów kosztuje dwa dolary. Jeśli ją kupię to dalej możliwe są kolejne scenariusze. Jeśli w dniu wygaśnięcia opcji cena wynosi poniżej 10 dolarów (nie ważne ile, ważne że poniżej 10 USD, choćby o centa, a niechby i o 9,90 dolara), moja opcja jest nic nie warta – straciłem swoje dwa dolary i nic ponadto. Jeśli cena znajdzie się między 10 a 12 dolarów – odzyskam część kapitału. Jeśli będzie to powiedzmy 11 dolarów – otrzymam dolara (11-10=1). Jeśli cena będzie wyższa niż 12 dolarów – zarobię. Jeśli cena wyniesie np. 20 dolarów, to zarobię 400 proc. (zapłaciłem za opcję dwa dolary, ale wystawca płaci mi teraz 10 dolarów za opcję, bo o tyle wyższa jest cena soku od ceny określonej w opcji), mimo że cena soku wzrosła o 100 proc.
Jak to naprawdę działa?
Wiemy już dlaczego lokaty strukturyzowane mogą przynosić wysokie zyski przy zachowaniu gwarancji kapitału. Być może nadal się zastanawiasz, czy aby założyć lokatę strukturyzowaną potrzebujesz pośrednika, skoro opcje może kupić każdy? Otóż po pierwsze, potrzebujesz go dlatego że opcje są instrumentami bardzo zaawansowanymi – wyróżnia się ponad tysiąc rodzajów samych opcji. Mogą to być proste opcje waniliowe (zwane europejskimi) jak te opisane wyżej. Mogą to być opcje azjatyckie, które uśredniają wynik inwestycji (np. opcja na koniec jest warta tyle, ile wyniósł średni wzrost ceny soku pomarańczowego w danym okresie). Mogą to być opcje warunkowe (np. zapadalne tylko jeśli cena aktywu bazowego, na który jest wystawiona osiągnie jakiś założony poziom), mogą to być opcje binarne, których struktura jest tak skomplikowana, że jej opisanie w jednym zdaniu, jest równie trudne, co wytłumaczenie zasad działania szyfratora kwantowego przy pomocy naparstka. Temat w Polsce jest do tego stopnia nowy, że ledwie pięć banków w kraju prowadzi swoje książki opcyjne (tzn. prowadzi sprzedaż opcji i ich rozliczenia), a i ich aktywność ogranicza się do najprostszych opcji waniliowych.
Po drugie opcje jednak nie kosztują dwóch dolarów, a bliżej im do dwóch milionów dolarów. Dlatego organizatorzy lokat strukturyzowanych organizują specjalne zapisy (subskrypcje) starając się zebrać odpowiednio dużo klientów, by w ogóle mogło dojść do zawarcia transakcji, bo pojedynczy klient z kwotą 100 tys. PLN do zainwestowania, do tego nie wystarczy (ale indywidualne struktury są tworzone dla inwestorów dysponujących kwotami od miliona euro). Po trzecie ważny jest także wybór partnera. Nie wystarczy znaleźć kogoś, kto wystawi opcje za dwa miliony dolarów. To musi być instytucja, która będzie mogła pokryć zobowiązania wynikające z wystawienia opcji, jeśli przyjdzie jej wypłacić 10 milionów dolarów. I tutaj ważna uwaga. Opcje wystawiane są przez największe światowe banki inwestycyjne, ale to nie one biorą na siebie ryzyko inwestycji. Bank zabezpiecza swoje inwestycje. Jeśli kupimy opcje na sok pomarańczowy za 2 mln dolarów, to bank który opcje nam sprzedał, zrobi wszystko, żeby na tej inwestycji nie stracić. Co oznacza, że albo na rynku spot będzie kupował sok pomarańczowy, aby zarobić na tym odpowiednio dużo by odrobić to, co wyda na wypłatę świadczenia z opcji, albo w inny sposób zabezpieczy się przed wzrostem notowań soku. W każdym razie całe ryzyko inwestycji spoczywa na inwestorach kupujących daną lokatę strukturyzowaną. Twórca lokaty jest tylko pośrednikiem (organizatorem), bank który wystawia opcję kasuje za nią premię (wspomniane przykładowo dwa miliony dolarów) i dalej zabezpiecza się przed ryzykiem wynikającym z wystawienia opcji, m.in. wykorzystując do tego pieniądze pozyskane z premii. Tym, który naprawdę ryzykuje, jest wyłącznie klient instytucji organizującej sprzedaż lokaty strukturyzowanej.
Bogactwo wyobraźni
Ryzyko jest jednak ograniczone. Wszak oferowana jest lokata z gwarancją kapitału. W ten zgrabny sposób wszyscy są szczęśliwi. Klient ma poczucie, że nie traci nominalnie nic na swojej inwestycji (kosztem – i to tylko ewentualnym – jest koszt pieniądza w czasie, czyli obliczenie co by było, gdyby te pieniądze trafiły na zwykłą lokatę i wypracowały odsetki od pełnej zdeponowanej kwoty), pośrednik zarabia na swojej prowizji, bank na sprzedaniu opcji.
Wspomnieliśmy wyżej, że samych rodzajów opcji jest ponad tysiąc. Ale prawdziwe bogactwo to liczba instrumentów bazowych, na które opcje można wystawić. A wystawić je można niemal na wszystko. Począwszy od indeksów giełdowych, przez notowania walut, kursy surowców, przez zależności między indeksami (np. opcja na to, że indeks spółek branży infrastrukturalnej będzie zachowywał się lepiej niż indeks spółek branży nieruchomości), na opcjach na wartość innych opcji skończywszy. Mało tego – obok już istniejących opcji banki inwestycyjne tworzą własne indeksy, na które później wystawiają opcje, specjalnie po to, by na ich bazie można było stworzyć lokaty strukturyzowane. A przy tym oczywiście można zarabiać i na wzroście i na spadku aktywów bazowych, a także w ramach jednej lokaty – na zmienności ich wartości (nieważne w którą stronę), lub wręcz przeciwnie – na stabilizacji ich notowań. Każdy wariant zarabiania na opcjach jest możliwy, tak jak możliwy jest każdy wariant zdarzeń.
Szklana kula
Trzeba przyznać, że w rzeczywistości mnogość tych wariantów przyszłych trendów rynkowych nieco komplikuje sprawę. Zarobić na lokacie strukturyzowanej uda się tylko wówczas, jeśli twórca lokaty trafnie przewidzi przyszłe zdarzenia na rynkach finansowych, a klienci w nakreślony przez niego scenariusz uwierzą i zainwestują w jego realizację swoje pieniądze.
Praktyka jest różna. Polska jest stosunkowo młodym rynkiem, jeśli chodzi o lokaty sturkuturyzowane, co ma swoje konsekwencje dla kształtu tego rynku. Oczywiście po trwających od lipca 2007 roku spadkach giełdowych inwestorzy są głodni bezpieczeństwa kapitału, ale z drugiej strony wciąż mają także apetyt na wysokie zyski. Co z kolei sprawia, że najłatwiej podetknąć im pod nos wyniki z historyczną stopą zwrotu – w rodzaju „co by było, gdyby zainwestował Pan w tę lokatę cztery lata temu”. Fakt, że podobnej lokaty przed czterema laty nie było, jest dyskretnie przemilczany. Bo cztery lata temu nikomu nie śniło się nawet, że ropa może kosztować 100 dolarów za baryłkę, średnia cena metra mieszkania w Warszawie wzrośnie do 9,5 tys. złotych, a wartość dolara spadnie do 2,30 złotego. Takie rzeczy przewidzieć jest bardzo trudno. Lecz mimo to, wśród obecnie sprzedawanych lokat stawia się na obowiązującą w tej chwili modę obiecując zyski np. z dalszego wzrostu cen surowców, drożejącej szybko żywności, dopowiadając historię o rosnącym popycie na paliwa, szybko rosnących cenach kukurydzy wobec gwałtownie rosnącego na nią popytu w Chinach i inne podobne historie. Kuriozalną lokatę wprowadził do oferty jeden z banków, sugerując, że duży potencjał wzrostu mają przed sobą diamenty, w rzeczywistości inwestując pieniądze w indeks spółek wydobywczych, dla których tylko ok. 4 proc. przychodów stanowi sprzedaż diamentów.
Zatem z praktyką bywa różnie, bo patentów na odgadywanie przyszłości nie ma nikt. Można się starać, wynajdować argumenty, ale gwarancji na to, że świat za cztery lata będzie wyglądał tak, jak sobie wyobrażamy, nie ma żadnych. Poza tym jednym dobrze znanym stwierdzeniem, że życie jest jednak bogatsze niż wyobraźnia.
Zatem czy warto?
Pojawia się więc pytanie, czy cały ten zgiełk o lokatach strukturyzowanych nie jest przypadkiem tylko marketingową próbą wywołania nowej mody inwestycyjnej, na której zarobią nieliczni, a naiwni inwestorzy jak zwykle lizać będą rany? Otóż, jak zawsze – zależy. W tej grze – jak napisano – wygrywa ten, kto trafnie przewidzi przyszłość. Lokaty strukturyzowane nie muszą mieć wcale długiego terminu zapadalności (w przypadku lokat opartych o waluty można je skrócić nawet do dwunastu miesięcy, bo na rynku walutowym rok to cała epoka, ale kosztem zdecydowanie mniejszych zysków z inwestycji), z lokat można także wyjść przed czasem, jeśli szybko okaże się, że zakładany scenariusz był kompletnie chybiony. Dobrą praktyką jest informowanie inwestorów o stanie inwestycji raz na miesiąc lub przynajmniej na kwartał, by mieli oni względne pojęcie na temat stanu swojej inwestycji.
Wreszcie, co najważniejsze – lokaty strukturyzowane nigdy nie powinny stanowić całego portfela inwestycyjnego, lecz być jedynie jego cennym uzupełnieniem. To założenie warto zapamiętać, bo lokatę można wykorzystać nie tylko jako dywersyfikację portfela, ale także jako jego zabezpieczenie. Jak? Załóżmy, że mam oszczędności w dolarach, a spadający kurs dolara nie poprawia mi humoru. Mogę jednak otworzyć lokatę strukturyzowaną z gwarancją kapitału, która przewiduje dalszy spadek notowań dolara. Jeśli dolar spadnie – osiągnę zysk na lokacie, który – przy zachowaniu proporcji – może osłodzić mi dzień, w którym odnotuję, że dolar wart jest mniej niż dwa złote. Jeśli dolar podrożeje, na lokacie stracę tylko czas, a moje oszczędności w dolarach przyniosą mi zysk. To tylko jedno z zastosowań. Ktoś, kto ma trochę akcji, może kupić lokatę zakładającą wzrost cen złota (złoto jest ujemnie skorelowane z rynkiem akcji), a ktoś inny, kto w ogóle nie ma pomysłu na inwestycje może kupić lokatę zakładającą po prostu, że wartość indeksów, walut czy surowców będzie się zmieniać, co przyniesie mu zapewne zysk (bo wysoka zmienność cen jest bardzo prawdopodobna w okresie kilku lat), choć mniejszy niż gdyby wiedział, w którą stronę ceny będą się zmieniały i „obstawił” ten właściwy kierunek w innej lokacie.
Kiedy gra jest warta świeczki
Zatem najważniejszy w lokacie jest przewidywany scenariusz rozwoju sytuacji. Nie chodzi tylko o założenia twórcy lokaty, ale także o to, czy inwestor te założenia podziela. Naturalnie bardzo trudno będzie nam skontaktować się z samym twórcą lokaty, natomiast stosunkowo łatwo trafić będzie na jej sprzedawcę. To od niego dostaniemy szereg argumentów przemawiających np. za tym, że popyt na papierosy, alkohol czy hazard nigdy nie osłabnie, więc są to dobre branże na trudne czasy. Jeśli po spotkaniu z takim doradcą nie będziesz miał wątpliwości, że warto mu zaufać, skontaktuj się ze mną (kontakt w redakcji) – spróbuję Cię przekonać, że toyota mojej siostry, która wkrótce skończy 25 lat (toyota, nie siostra) jest unikatem na skalę światową i jej wartość może tylko rosnąć. I zapewne bez większego trudu ta sztuka mi się uda. Jak przy każdej inwestycji, trzeba odrobić swoją pracę domową i wyrobić sobie swój własny pogląd na przyszłość danej dziedziny czy branży. Dróg na skróty nie ma.
Tylko w ten sposób można się zorientować, czy sprzedawca po prostu wbija nam do kieszeni chwilowo modny towar, czy też stoi za nim twórca lokaty, którego intencją jest naprawdę pomnażanie majątku inwestorów, a nie wyłącznie własnego.
{mosgoogle}
Cheats and tricks
Pozostaje jeszcze kwestia wspomniana na początku – jak zmierzyć pazerność twórcy lokaty i jak w ogóle poznać, czy oferowany jest nam uczciwy produkt? W zasadzie osoba spoza branży nie ma na to żadnych szans, a i siedzący w interesie specjaliści tylko podejrzewają konkurencję o nieczyste intencje. Wszystko przez ceny opcji, które zależą od samego rodzaju opcji, od czasu jej trwania, od zmienności aktywu bazowego, na który są wystawione, a nawet od dnia, w którym zawierana jest transakcja. Zmienność tych elementów jest tak duża, że ma decydujący wpływ na to, co oferuje nam twórca lokaty strukturyzowanej. Co do zasady, można przyjąć, że udział naszego zysku w zmienności ceny aktywu bazowego (zwykle jest to jakiś indeks) powinien być zbliżony do 100 proc. Czyli jeśli indeks wzrośnie o 50 proc., to posiadacz lokaty powinien tyle właśnie na inwestycji zarobić. Są jednak wyjątki. Niektórzy twórcy lokat wplatają do nich udogodnienia – np. dodatkowe opcje, pozwalające na zagwarantowanie wyniku na określonym poziomie (np. indeks rośnie o 50 proc., a następnie spada do punktu wyjścia, a inwestor mimo to zarabia 35 proc.) – to podraża koszt zakupu opcji, a zatem pomniejsza potencjalny zysk inwestora. W zasadzie dowiedzieć się o tym, czy lokata jest droga czy tania można tylko wówczas, jeśli dwie różne instytucje mają taką samą lokatę. Kiedy jedna oferuje 100-proc. partycypacji, a inna tylko 75 proc., od razu wiemy, kto jak pojmuje „zarabianie na lokatach strukturyzowanych”.
Inne rzeczy, na które warto zwrócić uwagę – i te już są porównywalne – to możliwość zerwania lokaty przed czasem. Inwestor decydujący się na taki krok, powinien mieć możliwość odzyskania w całości swojej części depozytowej, oraz swojej części zakupionej opcji według jej wartości z dnia zerwania lokaty. Przyzwoite standardy to możliwość zerwania lokaty strukturyzowanej co najmniej raz w miesiącu bez większych kosztów.
I na koniec jedna techniczna uwaga. Większość oferowanych lokat strukturyzowanych jest opakowana w polisę ubezpieczeniową. A to dlatego, że wypłata „odszkodowania” z polisy jest zwolniona z podatku dochodowego. Firma, która tworzy lokaty, a nie zadaje sobie drobnego trudu, by sprawić taką uprzejmość swoim klientom, może być podejrzewana o zadanie sobie znacznie mniejszego trudu przy konstruowaniu całej lokaty. W zamian za brak polisy oferowana jest możliwość handlu certyfikatami lub obligacjami na rynku wtórnym (GPW).
Ponieważ lokaty strukturyzowane są nadal nowością na polskim rynku, a większość z nich ma trzy- lub czteroletni termin zapadalności, bardzo trudno jest ocenić ich potencjał jeśli chodzi o rzeczywiste (a nie tylko zakładane) zyski dla klientów. Z tym po prostu trzeba poczekać, aż pierwsze polisy zaczną być wypłacane.
Tekst udostępniony przez Open Finance Autor: Emil Szweda
https://www.open.pl/
Przejdź na górę strony >>> kliknij
Przejdź do forum >>> kliknij
Przejdź do bloga >>> kliknij
Przeczytaj inne artykuły o produktach strukturyzowanych:
Lokaty strukturyzowane,
Produkty strukturyzowane – czym są i do kogo są skierowane,
Jesienne grzybobranie produktów strukturyzowanych,
Produkty strukturyzowane – fakty i mity,
W co inwestować w 2008 roku: Lokaty Strukturyzowane,
2008 – rok lokat strukturyzowanych,
Prawie wszystko o produktach strukturyzowanych ,
Jak się robi lokaty strukturyzowane?,
Lokaty strukturyzowane – moda czy faktyczne korzyści?
Menu strony porady publikacje blog aukcje kredytowe
{rdaddphp file=wstawki/newsletter.php}


