Lokaty strukturyzowane są w modzie. Każdy klient bankowości prywatnej już się z nimi zetknął. Coraz śmielej też wkraczają „pod strzechy”. Czy giełdowa zadyszka będzie dla nich taką trampoliną jak wprowadzenie podatku Belki dla funduszy inwestycyjnych? Wiele na to wskazuje.
Przepis na „strukturę” jest prosty. Należy wziąć od klienta umowne 100 zł i część z tych środków ulokować w bezpiecznych obligacjach, za resztę kupić opcję – instrument, na którym można sporo zarobić ale można też stracić cały zainwestowany w nią kapitał. Mamy więc złożenie ognia i wody, a efekt jest następujący: inwestycja zapewniająca gwarancję kapitału (na określonym poziomie, z reguły 100 proc.) i dająca szansą na zysk.
Częstym błędem jest szacowanie możliwej stopy zwrotu na kilkanaście procent rocznie i zestawianie „struktur” z tradycyjnymi depozytami. Takich ograniczeń nie ma. Wiele zależy od tego czy klient chce mieć pełną gwarancją kapitału czy może tylko częściową – w tym drugim przypadku potencjalna stopa zwrotu może być znacznie wyższa.
Kolejnym nadużyciem jest eksponowanie gwarancji kapitału jako najważniejszej cechy lokat strukturyzowanych. Tymczasem gwarancja ta osiągnięta jest w banalny sposób. Jeśli obligacje na rynku dają stałe 5 proc. zysku wystarczy dzisiaj ze 100 zł ok. 86,40 zł zainwestować w te papiery. I już mamy gwarancję zwrotu kapitału za 3 lata. Gwarancja na 4 lata „kosztowałaby” 82,30 zł z początkowych 100 zł.
Siła struktur zależy od tego co instytucja finansowa zrobi ze środkami które zostają po zakupie obligacji, a więc tzw. dyskontem. Możliwie duża ich część powinna zostać przeznaczona na zakup opcji, a niewielka porcja na prowizję. Im więcej opcji tym więcej potencjalnego zysku. Oczywiście podstawowe znaczenie ma nie tylko to ile, ale jaką opcję wbudujemy w taką lokatę. Tutaj możliwości jest mnóstwo – wystarczy zresztą spojrzeć na oferowane w Polsce produkty. Zarabiać można praktycznie na wszystkim: od akcji, przez indeksy giełdowe, surowce, towary rolne, nieruchomości czy fundusze hedge. Na to nakładają się różnorodne strategie opcyjnie gdzie zysk wcale nie musi być zależny od skali wzrostu jakiegoś instrumentu finansowego ale może być obliczany na mnóstwo innych, bardziej wyrafinowanych sposobów. W efekcie lokaty strukturyzowane stanowią na rozwiniętych rynkach finansowych oddzielną klasę aktywów – obok bezpośrednich inwestycji na giełdzie, funduszy inwestycyjnych czy lokaty bankowych.
W Polsce o oddzielnej kategorii trudno jeszcze mówić. Zainwestowaliśmy w lokaty strukturyzowane ok. 10 mld zł – są to tylko szacunki, banki nie podają oficjalnych danych. Według serwisu www.StructuredRetailProdcucts.com na koniec ubiegłego roku polski rynek „struktur” wart był 2 mld euro. W tym roku tego typu produkty są na fali – interesują się nimi kolejne instytucje finansowe, nie tylko banki ale także ubezpieczyciele, doradcy finansowi czy butiki inwestycyjne. Na naszym rynku aktywnie działają największe banki inwestycyjne, które w praktyce wyceniają i sprzedają opcje wbudowane w te produkty – Societe Generale, BNP Paribas, Deutsche Bank, Goldmann Sachs czy JP Morgan. Symptomatyczne jest, że wszystkie wymienione wyżej instytucje zatrudniają Polaków jako osoby odpowiedzialne za sprzedaż struktur w naszym regionie – to zdecydowanie pomaga budować relacje z lokalnymi dystrybutorami.
Specyfiką polskiego rynku struktur jest też furtka podatkowa przez którą pieniądze płyną – jak na razie – szerokim strumieniem. Okazuje się, że lokaty strukturyzowane można „opakować” w ubezpieczenie na życie dzięki czemu finalny zysk jest wolny od podatku Belki. Jest to zupełnie inny typ ubezpieczenia niż to, które znają posiadacze funduszy inwestycyjnych opakowanych w polisy firm takich jak Aegon czy Axa. W oferowaniu „opakowań” dla lokaty strukturyzowanych zaczynają się specjalizować kolejne towarzystwa. Silną pozycję wypracowało sobie relatywnie niewielkie towarzystwo ubezpieczeniowe Europa należące do Getin Holding. Coraz aktywniej działają takie firmy jak Allianz i Generali, a także – przy większych projektach z bankami – ING Nat-Ned oraz Commercial Union. Poza polisami na życie struktury oferowane są także w formach lokat bankowych (BRE Bank, BPH), funduszy zamkniętych (KBC), obligacji (Millennium, Raiffeisen) czy nawet luksemburskich funduszy inwestycyjnych (Fortis Bank). Taka różnorodność opakowań może sprawiać klientom trudność w rozpoznaniu czy mają do czynienie z produktem strukturyzowanym czy z czymś podobnym (np. funduszem inwestycyjnym stosującym strategię CPPI lub „zgrzewką” funduszu i lokaty bankowej). Dlatego poniżej zamieściliśmy krótki przewodnik: jak rozpoznać dobrą strukturę.
Zostawmy jednak opakowanie i spójrzmy na zawartość. Pod tym względem polski rynek nie odbiega znacząco od największych rynków na świecie – włoskiego, niemieckiego hiszpańskiego czy belgijskiego. Oczywiście na tamtych rynkach oferuje się znacznie więcej produktów (kilka tysięcy rocznie) i na znacznie większe kwoty (np. rynek niemiecki ma wartość 110 mld euro, a włoski 120 mld euro) jednak konstrukcje produktów inwestycyjnych, które można znaleźć w Polsce są bardzo nowoczesne. Wynika to stąd, że operują u nas te same zagraniczne banki inwestycyjne, które zajmują się tym segmentem rynku na całym świecie. Prezentują polskim dystrybutorom swoje pomysły i nie są to „starocie” wyjęte z szuflady ale rozwiązania aktualnie dostępne na rynkach zagranicznych.
Dla przykładu, hitem ostatnich miesięcy są specjalne indeksy tworzone przez banki specjalnie jako podstawa lokat strukturyzowanych. Nie są to indeksy konstruowane w sposób pasywny (tak jak np. WIG20), lecz oparte o określone mechanizmy zmiany udziału poszczególnych aktywów (łącznie z możliwością zarabiania na spadkach). W efekcie mamy coś co można określić jako sztuczny fundusz hedge – nie ma zarządzającego a jedynie rodzaj autopilota. Zaletą są oczywiście niskie koszty jak również stabilność wyników (niska zmienność notowań) dzięki czemu opcje wystawiane na bazie tych indeksów są relatywnie tanie, a parametry lokat strukturyzowanych o nie opartych mogą być relatywnie atrakcyjne. Liderami w zakresie konstruowania takich indeksów są Deutsche Bank, BNP Paribas i Societe Generale. Tego typu indeksy zostały wykorzystane w produktach strukturyzowanych m.in. Deutsche Banku, ING Banku Śląskiego czy Wealth Solutions.
Chętnie wykorzystywane są różnorodne strategie opcyjnie. Za sprawą Banku BPH, a następnie kilku innych firm (Deutsche Bank, Xelion) kilkaset milionów zostało zainwestowanych w ramach strategii określanej jako outperformance. Polega ona na tym, że zysk klienta obliczany jest jako nadwyżka stopy zwrotu z jednego indeksu nad innym indeksem. W przypadku polskich produktów zestawiono indeks skupiający europejskie spółki wypłacające wysokie dywindendy z indeksem europejskich blue chipów – historycznie ten pierwszy w średniej perspektywie osiągał wyższe stopy zwrotu. Jest to przykład tzw. strategii bezkierunkowej – zarobić można przecież zarówno w przypadku wzrostu obu indeksów, jak przy ich spadku.
Innym typem takiej strategii jest swing. W tym przypadku stopa zwrotu liczona jest jako wartość bezwzględna najmniejszego odchylenia spośród koszyka indeksów czy akcji spółek. Załóżmy, że produkt strukturyzowany opiera się na notowaniach 10 spółek. Na zakończenie inwestycji sprawdzamy stopy zwrotu wszystkich akcji – okazuje się, że wszystkie firmy wzrosły o ponad 10 proc. a jedna z firm straciła 5 proc. Wówczas najmniejsza bezwzględna wartość odchylenia wyniesie 5 proc. i taką stopę zwrotu uzyskamy w produkcie strukturyzowanym. Tego typu rozwiązanie zaoferowała firma Xelion, a niedawno także BRE Bank. Na rynku zaczęły się również pojawiać rozwiązania typu autocall, a więc lokaty które z założenia tworzone są np. na 4-5 lat ale mogą zostać zakończone, gdy spełniony zostanie określony warunek – np. indeks który obserwujemy jest na plusie.
Na polskim rynku oferowanych jest znacznie mniej produktów są one jednak bardziej wyrafinowane. Klienci i menedżerowie odpowiedzialni za ofertę inwestycyjną szukają rozwiązań innowacyjnych – zdecydowanie wyróżniających się od tego co już było oferowane. Gros ofert, które znajdziemy za granicą to proste konstrukcje np. lokaty oparte o podstawowe indeksy giełdowe typu FTSE czy Eurostoxx 50. Struktury są tam standardowym elementem portfela – w Niemczech, z uwagi na korzyści podatkowe, są wręcz konkurencją dla bezpośredniego inwestowania na giełdzie. W Belgii i Francji lokaty strukturyzowane można znaleźć w okienkach pocztowych, w Wielkiej Brytanii np. w sklepach Tesco. Na naszym rynku nadal jest to produkt dla nieco bardziej wtajemniczonych inwestorów – takich którzy już otarli się o fundusze i giełdę, a dodatkowo są na tyle otwarci by zrozumieć często nieco bardziej skomplikowane konstrukcje.
Jest jednak jeszcze inna przyczyna takiego licytowania się w innowacyjności. Jak wspomniałem na początku prowizja pobierana przez instytucje finansowe nie jest otwarcie prezentowana – to tajemnica instytucji finansowej. Nie można oczywiście demonizować struktur – są kilka razy tańsze niż fundusze inwestycyjne i to jest zrozumiałe – nie wymagają bieżącego zarządzania środkami. Nie zmienia to jednak faktu, że prowizje nie są jawne i znane są przypadki obciążania produktów prowizjami rzędu sporo ponad 10 proc. – co oznacza, że więcej środków trafia do kieszeni banku niż jest wydawana na opcje (a więc z potencjalną korzyścią dla klienta). Jedynym sposobem, by oszacować poziom prowizji jest porównanie parametrów dwóch lokat strukturyzowanych o analogicznej konstrukcji. Jeśli np. jeden bank zaoferuje lokatę opartą o indeks WIG20 zapewniającą po 5 latach zysk w wysokości połowy stopy zwrotu z indeksu a inny ustali ten wskaźnik udziału w zysku na poziomie 75 proc. wiemy, że pierwszy bank zainkasował wyższą prowizję. Polskie instytucje finansowe unikają takich sytuacji dlatego chętnie wybierają z menu przedstawianych przez banki zagraniczne oferty, których nikt jeszcze nie robił. Celowo użyłem słowa menu – w praktyce bowiem koncepcje produktów powstają za granicą i są prezentowane w Polsce przez przedstawicieli banków. Rzadkim zjawiskiem jest inicjatywa po stronie polskiej – zamawianie produktów wg własnej recepty.
Struktury mogą być „sexy”. Co jest ekscytującego w kolejnym funduszu małych i średnich spółek? Niewiele. A lokata strukturyzowana oparta o spółki z branży energii alternatywnej czy inwestycja która ma przynosić zyski w miarę globalnego ocieplenia klimatu? A może przykład z Portugalii: lokata Breakfast (śniadanie) na którą składają się notowania czterech surowców: kawy, kakao, pszenicy i kukurydzy? Czy wreszcie lokata gdzie zysk zależny jest od tego czy firmy sponsorujące mistrzostwa świata w piłce nożnej będą rosły szybciej niż ich bezpośredni konkurenci? No właśnie – aż sam się portfel otwiera. Niestety często za marketingową fasadą kryją się kiepskie koncepty inwestycyjne. Pomysł z piłką nożną oferowany był w Niemczech w 2006 roku – jak na razie wyniki są bardzo kiepskie. Okazuje się, że Yahoo wcale nie musi wygrywać na giełdzie z Google tylko dlatego, że sponsorowało MŚ w piłce nożnej. Klimat? Załóżmy nawet, że będzie się ocieplał. Ale przecież inwestor nie zyska w miarę wzrostu średniej temperatury na świecie. Lokata tego typu będzie oparta o notowania spółek, głównie z sektora energii odnawialnej, jest to więc klasyczna inwestycja w określony segment rynku giełdowego – dodatkowo obciążona wysokim ryzykiem (jeden segment, niewielkie i zmienne spółki).
Ciekawym przykładem fasadowego podejścia do sprzedaży „struktur” była Lokata Diamentowa MultiBanku. Na stronie internetowej można było znaleźć prognozę cen diamentów na najbliższe kilkanaście lat z sugestią, że ma to istotne znaczenie dla atrakcyjności inwestycji. Tymczasem sama lokata miała okres 2-letni i opierała się głównie o notowania globalnych konglomeratów wydobywczych, dla których wydobycie diamentów stanowi źródło kilku procent przychodów, a także firmach sprzedających wyroby jubilerskie. Polscy inwestorzy jak na razie zachłystują się nowinkami. Sporym sukcesem była na przykład subskrypcja kilku edycji lokaty Noble Banku opartej o koszyk spółek oferujących doba luksusowe (np. Porsche). Wątpię czy inwestorzy przyglądali się fundamentalnym wskaźnikom wspomnianych firm czy tylko przyjmowali argument o tym, że „na świecie jest coraz więcej bogatych ludzi”. Słowem: podążamy za modami. Co więcej słowo „modny” często pojawia się w ustach osób prezentujących oferty zagranicznych banków inwestycyjnych jako argument za tym, by dany koncept wprowadzić do sprzedaży.
Na polskim rynku rządzą doradcy – czy to doradcy finansowi czy doradcy klienta w bankowości prywatnej. To oni mają bazy klientów z którymi utrzymują relację. W efekcie stanowią najcenniejsze aktywo instytucji finansowych. Ma to swój wpływ także na rynek struktur. Doradcy kosztują – pracują za określoną prowizję. W praktyce firma, która takiego doradcę zatrudnia, dzieli się z nim swoją prowizją (z reguły pół na pół). Dystrybutorzy produktów finansowych są rozpieszczeni prowizjami przez firmy typu Aegon czy Skandia płacące często 6-7 proc. od pozyskanych aktywów. W efekcie nie będzie im się opłacała sprzedaż struktury za 2 czy nawet 3 procent. Przydałoby się 6 czy 7. Taką marżę da się wbudować w lokatę strukturyzowaną pod warunkiem jednak, że nie będzie to produkt 2- ale 4 czy 5-letni. W takiej sytuacji, po zakupie obligacji, do wydania na opcję i prowizję jest więcej pieniędzy. I dlatego na polskim rynku często spotyka się właśnie produkty o takim okresie. I w zasadzie jest to znacznie uczciwsze rozwiązania niż upychanie na siłę wysokiej marży w lokacie 2-letniej. Można to oczywiście zrobić. Co więcej klient może tego zupełnie nie odczuwać – nie wie że jego opcja kosztuje np. 3 zł a 6 zł idzie na prowizję. Sytuacja może się jednak zmienić w miarę wzrostu znacznia Internetu w sprzedaży lokat strukturyzowanych (odpada koszt doradcy). W Niemczech furorę robią takie firmy jak np. Cortal Consors (1,1 mln klientów) czy Comdirect (950 tys. klientów), które sprzedają lokaty strukturyzowane online oferując jednocześnie kilkadziesiąt produktów. Po drugie, klienci coraz częściej nie dają sobie „wciskać” tego co doradca chce im sprzedać ale domagają się struktur – wtedy jest dylemat zarobić mniej lub wcale.
2008 rok z pewnością będzie należał do lokat strukturyzowanych. Z jednej strony będzie to efekt determinacji instytucji finansowych, by takie rozwiązania mieć w ofercie. Motywy mogą być różne: chęć zaoferowania klientom realnej alternatywy dla giełdy czy lokat bankowych i możliwości zarabiania także w trakcie spadków, chęć zainkasowania wysokiej prowizji czy też wykorzystania marketingowego potencjału struktur po to, by sprzedać klientowi coś innego. Tak czy inaczej oferta poszerzy się na tyle, że danym momencie klient będzie miał do wyboru nie kilka – jak obecnie – ale kilkanaście produktów. Tym bardziej istotne będzie dokładne analizowanie strategii inwestycyjnej i konstrukcji samej lokaty. Klienci przestaną podążać za modą ale będą pytać i porównywać. W efekcie rynek się ustabilizuje.
Liczę też na to, że uda się w jakiś sposób wprowadzić przejrzystość kosztów (tu rola dla KNF), a także że powszechne stanie się oferowanie rynku wtórnego dla lokat strukturyzowanych. Obecnie w wielu tych produktach, bez żadnych obiektywnych, przyczyn, środki klientów są zamrożone na czas trwania inwestycji. Inwestorzy powinno domagać się płynności. Powinni także wymagać wyczerpującej informacji od osób oferujących struktury – nie wystarczy wspomnieć o „diamentach”, trzeba udowodnić co one mają wspólnego z danym produktem finansowym. Ważne jest by pokazywać klientom rzetelnie wykonane symulacje wyników historycznych (w wielu przypadkach mówią one więcej o możliwym rozwoju sytuacji przyszłości niż w przypadku funduszy inwestycyjnych). Takie symulacje powinny obejmować możliwe długie okresy, a nie tylko ostatnie 3 czy 4 lata.
Popularność struktur będzie tym większa im głębsze będą spadki na giełdzie. Sęk w tym, by inwestorzy nie zamienili siekierki na kijek. Lokata strukturyzowana jeśli ma być realną alternatywą dla rynku akcji powinna być oparta o instrument finansowy niezależny od giełdy, ewentualnie o strategię opcyjną (w stylu tych wymienionych wyżej). Gwarancja kapitału w okresie 5 lat nie jest specjalną wartością. Czasem warto ją poświęcić, by zainwestować z większą dźwignią w rozwiązania, na których zarobimy niezależnie od giełdowej koniunktury.
Warto wiedzieć
1. Jak rozpoznać strukturę?
Produkty strukturyzowane występują w różnych „opakowaniach” – jako lokaty bankowe, fundusze inwestycyjne, polisy na życie, obligacje itp. Jak rozpoznać strukturę? Najczęściej będzie ona dostępna w ramach tzw. subskrypcji – np. przez 4 czy 5 tygodni (analogicznie jak zamknięte fundusze inwestycyjne). Później zniknie z oferty instytucji finansowej – chyba, że ta zdecyduje się na kolejną subskrypcję – wtedy należy sprawdzić czy to rzeczywiście taki sam produkt czy może nieco inny. W przeciwieństwie do otwartych funduszy inwestycyjnych każda lokata strukturyzowana ma swój początek i koniec. Z reguły możliwe jest wycofanie środków w trakcie jej trwania ale może to być zupełnie nieopłacalna z uwagi na opłaty. Cechą charakterystyczną „struktur” jest gwarancja kapitału na ściśle określonym poziomie ustalonym jako procent pierwszej wpłaty. Może to być więc gwarancja 100 proc. kapitału (na koniec dostaniemy w najgorszym przypadku tyle co wpłaciliśmy) ale też niższym (np. 80 proc.) lub wyższym (np. 105 proc.). Im niższa gwarancja tym lokata bardziej agresywna – większa szansa na zysk przy z góry określonej maksymalnej stracie kapitału. W każdej strukturze znajdziemy też wzór według którego będzie obliczony zysk na zakończenie inwestycji. Jest to kluczowa informacja dla każdego inwestora. Tego wzoru należy szukać w dokumentach opisujących produkt – warunkach ubezpieczenia, prospekcie emisyjnym, regulaminie lokaty itp. Stałym elementem takiego wzoru jest tzw. wskaźnik partycypacji. Jeśli lokata oparta jest np. o indeks WIG20 wówczas wskaźnik partycypacji powie nam ile wyniesie zysk z lokaty przy określonym wzroście indeksu (może to być np. 50 czy 70 proc. tego wzrostu). Wskaźnik partycypacji może być jednak znacznie wyższy np. 400 czy 500 proc. – z zasady im wyższa partycypacja tym lepiej, znacznie ważniejsze jest jednak to jaki instrument finansowy jest podstawą lokaty.
2. Kiedy struktura jest „dobra”?
Lokata strukturyzowana to inwestycja, a więc zawsze wiąże się z ryzykiem. Od innych forma oszczędzania różni się tym, że ryzyko jest z góry ograniczone – wiem np. że w najgorszym wypadku nie stracimy kapitału bądź stracimy maksymalnie 10 czy 20 proc. Nie ma jednak nic za darmo. Im wyższa gwarancja kapitału tym mniejszy potencjał wzrostu. Na to nakłada się jeszcze długość samej lokaty – im krótsza tym trudniej zapewnić z jednej strony gwarancją kapitału i szansą na wysoki zysk. Dobra struktura nie powinna „udawać”, że jest perpetuum mobile, a inwestor powinien wiedzieć, że cudownych rozwiązań nie ma. A zatem jeśli mamy inwestycję opartą o bardzo ryzykowny rynek akcji (np. chińskich) stworzoną na 2 lata wówczas po pierwsze podejmujemy ryzyko, że w tym czasie giełda będzie w trendzie spadkowym, a po drugie narażamy się na zakup produktu o kiepskiej konstrukcji. Można to porównać do zakupu drzewa o uciętym czubku co uniemożliwia mu wzrost. W strukturach możliwości „obcinania czubka” jest mnóstwo – wystarczy przyjrzeć się formułom wypłaty w niektórych produktach. Nie ma jednak powodu, by takie triki stosować. Dobrze skonstruowany produkt może dawać szansę wysokiego zysku wyliczanego w prosty sposób. Istotna jest też płynność inwestycji. Inwestor powinien mieć możliwość wycofania środków w każdej chwili po aktualnej cenie obligacji oraz opcji składających się na lokatę. W Polsce wciąż nie jest to normą. Dobra struktura powinna mieć koszty na racjonalnym poziomie – nie powinno być to więcej niż ok. 1 proc. za każdy roku lokaty (a więc np. 3 proc. na lokacie 3-letniej). Problem w tym że prowizje nie są jawne – można je oszacować przy pomocy ekspertów znających się na wycenie opcji ewentualnie przez porównania podobnych produktów strukturyzowanych.

Autor: Maciej Kossowski. Tekst pochodzi z Akademii lokat strukturyzowanych firmy Wealth Solutions
Serdecznie dziękuję za jego udostępnienie.
www.wealth.pl
Przejdź do początku tekstu >>> kliknij
Przejdź do spisu treści porad/artykułów
Przejdź do katalogu polecanych publikacji
Przejdź do bloga
Przejdź do forum
Przeczytaj inne artykuły o produktach strukturyzowanych:
Lokaty strukturyzowane,
Produkty strukturyzowane – czym są i do kogo są skierowane,
Jesienne grzybobranie produktów strukturyzowanych,
Produkty strukturyzowane – fakty i mity,
{rdaddphp file=wstawki/newsletter.php}


