Komisja Nadzoru Finansowego jest bierna, a aparat sprawiedliwości powolny. To sprawia, że na krajowym rynku finansowym nie czujemy się bezpiecznie.
Dzień dobry, dom maklerski Feniks, Arkadiusz Oziębło przy telefonie. Czy mogę przyjąć od pana zlecenie?
– Karolewski z tej strony. Na razie nie mam zamiaru składać za waszym pośrednictwem kolejnego zlecenia. Dzwonię w sprawie reklamacji. Wysłałem pismo tydzień temu, a wciąż nie mogę doczekać się odpowiedzi. To chyba przesada.
– Oczywiście, pamiętam pana sprawę i wiem, że trafiła na biurko szefa działu obsługi klienta. Pan Maciej Niebrzydowski chętnie z panem porozmawia i jestem przekonany, że wszystko sobie panowie wyjaśnicie.
– Wydaje mi się, że jestem dobrym i wiernym klientem. Skoro wciąż nie ma pan dla mnie jednoznacznie pozytywnej odpowiedzi, to proszę o połączenie z jednym z członków zarządu. Tylko zapewnienie wiceprezesa Dariusza Kaszubskiego albo prezesa Łukasza Kaczora, że moja sprawa zostanie pozytywnie zakończona, jest w stanie przekonać mnie do pozostania w waszej firmie.
– Przykro mi, ale cały zarząd, także panowie Emil Drożdż i Maciej Soporek, jest na konferencji w Stanach Zjed-noczonych. Wrócą dopiero w przyszłym tygodniu. Zarę-czam, że pan Niebrzy-dowski ma wszelkie pełnomocnictwa, żeby rozpatrzyć pańską reklamację.
– Dobrze. Widzę, że nie mam wyjścia. W takim razie proszę o połączenie…
Przytoczona rozmowa od początku do końca została zmyślona (dom maklerski Feniks przynajmniej na razie nie istnieje), ale zastanówmy się, czy mogłaby mieć miejsce. Zanim padnie ostateczna odpowiedź, osobom niewtajemniczonym należy się wytłumaczenie, dlaczego byłaby to prawdopodobnie najbardziej absurdalna konwersacja w historii naszego rynku kapitałowego. Aby to zrozumieć, konieczna jest wiedza na temat pojawiających się w niej znanych postaci.
Arkadiusz Oziębło jest maklerem papierów wartościowych z licencją numer 1582. W kręgach miłośników sportów samochodowych znany jako Ozz, specjalista od wyścigów na jedną czwartą mili, pierwszy człowiek w Polsce, który w kwietniu 2005 r. pokonał ten dystans w czasie poniżej 10 sekund. Rok i dwa miesiące wcześniej Arkadiusz O. razem z Rafałem G. dopuścili się manipulacji na rynku kontraktów terminowych (tzw. afera 4 lutego), w wyniku której 307 inwestorów straciło 5,44 mln złotych. Spółka Cagliari, której pełnomocnikiem był Arkadiusz O., zarobiła 2,65 mln złotych. Tak przynajmniej w raporcie stwierdziła KPWiG (dziś KNF). Początkowo rachunek bankowy Cagliari, na którym spoczywały pieniądze z przestępstwa, był zablokowany. Po pewnym czasie udało się je jednak wypłacić i ślad po nich zaginął. Ale nie po Arkadiuszu O. W 2005 r. ustanowił wspomniany rekord, został członkiem Lotos Team Race & Rally, często pojawiał się w telewizji TVN Turbo. Trzy lata po 4 lutego akt oskarżenia trafił do sądu, ale sprawa nie ma wyznaczonych terminów rozpraw. Wymiar sprawiedliwości działa w zupełnie innym tempie, niż jeździ Arkadiusz O.
Kto jeszcze mógłby być w zespole Feniksa? Dariusz Kaszubski był w zarządzie spółki 4Media. Ciążą na nim prokuratorskie zarzuty zatajania informacji o długach kierowanej firmy, przedstawiania nieprawdziwych danych finansowych, manipulowania kursem akcji. Wspólnie z Wojciechem Krefftem, innym menedżerem 4Media, sprowadzili kurs jej akcji do 1 gr, spółka została usunięta z GPW. Pieniądze straciło wielu inwestorów. W zeszłym roku wygrali oni sprawę cywilną – reprezentował ich przewodniczący KPWiG – i na mocy wyroku mają prawo ubiegać się o wypłatę odszkodowań w łącznej wysokości 2,2 mln zł (plus odsetki) bezpośrednio od Wojciecha Kreffta i Dariusza Kaszubskiego. Śledztwo prokuratorskie trwało cztery lata, ostatnio akt oskarżenia trafił do sądu.
Maciej Niebrzydowski, syn i pełnomocnik znanej giełdowej inwestorki ze Skierniewic, Elżbiety Sjöblom, w przeszłości był karany za przestępstwa gospodarcze. W marcu 2007 r. do sądu trafił akt oskarżenia przeciw Maciejowi N. dotyczący wykorzystania poufnej informacji, dzięki czemu w listopadzie 2005 r. w ciągu jednej sesji zarobił ok. 80 tys. złotych. W kolejnym akcie oskarżenia skierowanym do sądu kilka tygodni później prokuratura zarzuciła Maciejowi N. manipulację kursem akcji giełdowej Mewy.
Łukasz Kaczor i Maciej Soporek stworzyli Warszawską Grupę Inwestycyjną, firmę specjalizującą się w zarządzaniu aktywami na rynku walutowym. We wrześniu 2004 r. WGI otrzymała od KPWiG licencję i w kwietniu 2005 r. rozpoczęła działalność jako dom maklerski. W dalszym ciągu specjalizowała się w zarządzaniu aktywami. Po jednej z kontroli, motywowanej głównie skargami klientów, nadzorca rynku stwierdził, że informacje o stanie rachunków, które WGI DM przekazywał swoim klientom i te przekazywane KPWiG, istotnie się różnią. To m.in. było podstawą odebrania w kwietniu 2006 r. WGI DM licencji na prowadzenie działalności maklerskiej.
Później wypadki potoczyły się już szybko – w czerwcu 2006 r. WGI DM upada, w październiku ten sam los spotyka WGI Consulting, najważniejszą spółkę zależną. Klienci WGI DM zgłaszają do masy upadłościowej roszczenia na ponad 316 mln złotych. Tymczasem w kasie firmy nie ma prawie nic, natomiast na rachunkach WGI Consulting znajduje się ok. 10 mln dolarów. Prokurator zarzuca Łukaszowi K., Maciejowi S. i Andrzejowi S., trzeciemu członkowi zarządu WGI DM, przywłaszczenie ponad 10 mln złotych. Śledztwo trwa. Teoretycznie klienci WGI DM powinni otrzymać odszkodowania z funduszu gwarancyjnego (maksymalnie po 15-19 tys. euro), ale z powodów proceduralnych wypłaty nie mogą zostać uruchomione.
Wreszcie Emil Drożdż, do 2000 r. udziałowiec WGI, założył firmę Interbrok Investment, która również specjalizowała się w zarządzaniu pieniędzmi klientów na rynku walutowym. W tym wypadku sprawa wydaje się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, prosta – firma zarządzała pieniędzmi klientów bez wymaganej licencji i prawdopodobnie większość z nich straciła na skutek nieudanych spekulacji. Trzech menedżerów firmy – Emila D., Andrzeja K. i Macieja S., tymczasowo aresztowano w kwietniu 2007 r., m.in. pod zarzutem oszustwa na kwotę 100 mln złotych. Prasa spekuluje, że kwota roszczeń sięgnie w tym wypadku 500 mln złotych. Ponieważ Interbrok nie miał licencji i nie podlega systemowi rekompensat, klienci nie otrzymają z tego tytułu żadnych pieniędzy. O bezradności instytucji i mechanizmów, które mają chronić interesy inwestorów, świadczy to, że zarówno w sprawie WGI, jak i Interbroku poszkodowani utworzyli stowarzyszenia mające bronić ich interesów.
Wróćmy do głównego pytania: czy firma, która złożyłaby do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o licencję na działalność maklerską, a w nim pojawiłyby się nazwiska Arkadiusza Oziębło, Macieja Niebrzydowskiego, Dariusza Kaszubskiego, Łukasza Kaczora, Macieja Soporka i Emila Drożdża, miałaby szansę na pozytywne przejście procedury? Jedyną realną przeszkodą jest Maciej Niebrzydowski, bo był już skazany. Gdyby poprosić go o usunięcie się w cień, decyzja KNF mogłaby być pozytywna.
Taki smutny wniosek wynika z dwóch przesłanek. Po pierwsze, KNF sprawuje bierny nadzór nad rynkiem finansowym i stoi na stanowisku, że jeśli wniosek o licencję spełnia wymogi formalne, to nie ma powodów, żeby go odrzucić. Tak między innymi Komisja broni się przed zarzutami byłych klientów WGI DM, którzy twierdzą, iż firma WGI nie miała prawa dostać licencji, choćby dlatego, że już w chwili gdy się o nią starała, podawała klientom nieprawdziwe informacje o stanie ich rachunków.
– Nie mieliśmy wtedy żadnych skarg od klientów i nie było podstaw, żeby nie przyznać licencji firmie WGI, spełnione zostały wszystkie wymogi ustawowe – twierdzi Marek Szuszkiewicz, dyr. zarządzający Pionem Rynku Kapitałowego w KNF. – Na wniosek Komisji WGI sporządziła bilans otwarcia, z którego wynikało, że na rachunkach klientów w WGI znajdowało się ponad 130 mln złotych. Wszystkie środki zostały udokumentowane wyciągami bankowymi.
{mosgoogle}
Po drugie, w Polsce bardzo opieszale ściga się ludzi, którzy swoimi poczynaniami na rynku finansowym skrzywdzili inwestorów. Do bulwersujących spraw, w których nie doczekaliśmy się wyroków skazujących (np. Wedel, poznańska "WIRRówka"), wypada dołączyć majowe orzeczenie sądu w sprawie Cezarego Z. (wciąż aktualna licencja doradcy inwestycyjnego nr 22) i Andrzeja C. (makler nr 756), którzy jako pracownicy BRE Brokers manipulowali kursami akcji i nie zachowali należytej staranności, zarządzając pieniędzmi klientów biura. W efekcie ich działań klienci stracili 16 mln złotych. Wyrok w pierwszej instancji zapadł w osiem lat po skierowaniu sprawy do prokuratury i siedem lat po tym, jak trafiła ona do sądu.
Gdyby więc Feniks nie dostał licencji za pierwszym razem, to wciąż jeszcze będzie miał przynajmniej kilka lat na składanie kolejnych wniosków do KNF.
Autorem jest Pan Tomasz Jóźwik
Tekst pochodzi z październikowego numeru miesięcznika Forbes
Serdecznie dziękuję za jego udostępnienie.
www.forbes.pl
Przejdź do początku tekstu >>> kliknij
Przejdź do spisu treści porad/artykułów
Przejdź do katalogu polecanych publikacji
Przejdź do bloga
Przejdź do forum





