Dość ironiczne, ale prawdziwe powiedzenie mówi, że kredyt hipoteczny wiąże mocniej, niż węzeł małżeński. Czy jest to prawda? Czy rzeczywiście rozwód będzie miał negatywne skutki w sytuacji, kiedy małżonkowie wzięli kredyt hipoteczny?
Kredyt hipoteczny w świetle małżeństwa
Jeśli małżonkowie biorą kredyt na mieszkanie czy dom, to kredyt też jest obciążeniem dla nich obojga. Nie jest tak, że kredyt wzięty jest tylko na żonę na męża – oboje małżonków wspólnie odpowiadają finansowo za to zobowiązanie i w gestii obojga jest zadbać o całkowitą i terminową spłatę tego zadłużenia. Póki małżeństwo trwa, nieważne jest, kto wkłada pieniądze do rodzinnego budżetu (czy tylko jedno z małżonków, czy oboje), ale spłata jest traktowana w taki sposób, jakby oboje małżonków wywiązywało się ze swojej powinności. Kiedy małżeństwo ustaje, zaczynają się schody, dlatego że z jednej strony nie ma już wspólności majątkowej, a z drugiej obciążenie to nadal dotyczy obu osób.
Kredyt = stałe zobowiązanie, małżeństwo = wielka niewiadoma
Ranking kredytów hipotecznych hipoteka360.pl/ranking-kredytow-hipotecznych pokazuje, że kredyty są teraz naprawdę tanie, a to skłania młode małżeństwa do zaciągania zobowiązań. Niestety w dzisiejszych czasach małżeństwa są bardzo nietrwałe. Lwia część małżeństw rozpada się przed drugą rocznicą ślubu, a kredyt bierze się przecież na 20, a czasami nawet na 30 lat, co sprawia, że rozwodnicy mają twardy orzech do zgryzienia. Część ludzi trwa w małżeństwach jedynie przez wzgląd na kredyt i obecnie jest to prawdziwa plaga. Jeszcze jakiś czas temu rozpadające małżeństwa utrzymywała przy życiu jedynie troska o dobro dzieci – dziś utrzymują je kredyty hipoteczne.
Co z kredytem po rozwodzie?
Oboje małżonków, mimo iż nie żyją już razem i nie rozporządzają wspólnymi pieniędzmi, są zobowiązani do spłaty kredytu. W idealnym świecie dzieliliby się tym po równo, spłacając np. co drugą ratę. Zwykle w nieruchomości wziętej na kredyt po rozwodzie mieszka tylko jedna ze stron, natomiast spłacać kredyt muszą oboje. Po rozwodzie nie można podzielić kredytu na dwie strony, dlatego że zdolność kredytowa była określana na podstawie dochodów gospodarstwa domowego. Nigdy nie wiadomo, czy „ta druga strona” będzie po rozwodzie partycypować w spłacie kredytu, czy odmówi zapłacenia swojej części. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest w takim przypadku sprzedaż nieruchomości, która była wzięta na kredyt, a z uzyskanych pieniędzy spłacenie kredytu.
Zwykle pieniądze uzyskane ze sprzedaży nieruchomości pozwalają jedynie pokryć kredyt, a czasami zdarza się tak, że tych pieniędzy nie wystarcza, bo po jakimś czasie nieruchomość straciła na wartości, a do zasadniczej sumy kredytu doliczone są przecież inne koszty. W konsekwencji rozwiedziona para ma możliwość jedynie pozbyć się zobowiązania, ale żadna z osób nie ma mieszkania. Doradcy kredytowi w takim przypadku rozkładają ręce – właściwie nie ma jednego dobrego wyjścia z tej sytuacji. Zawsze przynajmniej jedna osoba będzie stratna.
Jeżeli mąż będzie chciał zachować mieszkanie, to żona może odmówić płacenia swojej części kredytu, a wtedy całe zobowiązanie spadnie na męża. Mimo że spłaci on kredyt, nieruchomość nadal będzie wspólna, więc jedna osoba wzięła na siebie całe zobowiązanie, natomiast druga musiała za wszystko płacić. W przypadku sprzedaży nikt nie zostanie oszukany, ale oboje małżonków najpewniej straci, bo nie dość, że musieli sporo dołożyć do pożyczanej kwoty, to żadne z nich w ostatecznym rozrachunku nie ma mieszkania czy domu, a czasami – jak wspominaliśmy wcześniej – do tej transakcji trzeba będzie jeszcze dopłacić.
Więcej o kredytach przeczytasz w Hipoteka360.pl






