Finanse osobiste



  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl





KANAŁ RSS

Zasubskrybuj nowości w serwisie przez kanał RSS

Tracimy bazę podatkową

8 stycznia 2010

Gdy patrzymy na Polskę, widzimy duże niebezpieczeństwo, że to właśnie u nas zogniskują się błędy w rachunkowości europejskiej. Ślepe dążenie do obniżki deficytu bez sprawdzania, w jakim stopniu zaspokajamy wymagania konieczne do rozwoju gospodarki opartej na wiedzy, doprowadzi do tego, że Polska będzie nie tylko starzejącym się społeczeństwem, szybko tracącym bazę podatkową, ale też będzie słabiej rozwijającym się krajem, odtrącającym tę część gospodarki, która jest oparta na wykorzystaniu wysokich kwalifikacji.


Obecnie mijająca dekada jest przyczynkiem do wielu rozważań dotyczących rozwoju gospodarki oraz sprzyja także wszelkim porównaniom w stosunku do tego, co rysowało się na jej początku. Temat ten podejmują media, rozpisując się nie tylko o kryzysie i jego przesileniu, które nastąpiło 9 marca, ale także dokonując prognozy na przyszłość. W te rozważania wpisuje się również cykl podsumowań prowadzony na łamach ?Financial Times?. Niezależnie od tych wartościowych rozważań warto jednak pokusić się o analizę sytuacji która obecnie występuje w naukach ekonomicznych, a która dotyczy panujących paradygmatów teorii wzrostu. Wszyscy rozpisują się o bardzo ciężkiej sytuacji finansów publicznych w okresie pokryzysowym. Przy tej okazji warto zastanowić się, czy w poprzednich dziesięcioleciach podejmowano właściwe decyzje dotyczące finansów publicznych oraz czy paradygmat dotyczący zrównoważenia deficytów budżetowych jest właściwy, oraz w jaki sposób oddziałuje on na kondycję gospodarki. Trzeba zadać sobie także pytanie, w jaki sposób jego zastosowanie wpływa na potencjał rozwojowy Polski w szczególności.

Niewłaściwe rozwiązania
Obserwując sytuację i doświadczenia Polski, mamy podstawy sądzić, że analizowane rozwiązania dotyczące teorii gospodarczych mogą być nie do końca właściwe i że powinny ulec modyfikacji. Empirycznie widzimy to na przykładzie oddziaływania na finanse publiczne procesów starzenia się społeczeństw i jego przełożenia na proces przyspieszonego narastania zobowiązań pozabudżetowych. Podobnie błędy w przyjętej rachunkowości europejskiej, dotyczącej liczenia deficytu i długu sektora finansów publicznych, w połączeniu z niewłaściwą implementacją, mogą oddziaływać na potencjał rozwojowy krajów pragnących dogonić w rozwoju gospodarki zaawansowane. Przykładowo patrząc na olbrzymi 1,7 bln zł dług ZUS-u względem części osób objętych reformą emerytalną, zauważamy, że jest on całkiem odmiennie liczony niż dług budżetu państwa. Tylko jego roczna kapitalizacja będzie wynosiła ponad 100 mld zł. Tej kwoty nie wliczamy do wydatków państwa, podczas gdy 30 mld zł odsetek od długu budżetowego stanowią część jego zaksięgowanych wydatków i uważamy za rzecz normalną, że odsetki od długu należy corocznie spłacać, nie pozwalając na ich przyrastanie. Koszty obsługi długu są elementem wydatkowym finansów publicznych. Analogicznie: ponad 20 mld zł, które trafia corocznie do OFE, powiększa dług państwa, jednocześnie redukując zobowiązania pozabudżetowe, których nawet się nie liczy. Odmiennie 30 mld pozostałej części składki emerytalnej, która trafia do ZUS, jest jedynie zapisywane na jego kontach, bez jakiegokolwiek odesłania bilansowego. Wyrażamy obawy wiążące się z przekroczeniem zapisów konstytucyjnych dotyczących poziomu długu, a jednocześnie nie zauważamy znacznie większego kilkusetprocentowego długu ZUS-u i NFZ-u, które mimo analogicznego znaczenia finansowego nie są nawet ewidencjonowane. Przechodzimy obojętnie nad faktem, że odmiennie traktujemy dług budżetu państwa, a inaczej zobowiązania emerytalno-zdrowotne. O ile staramy się ograniczać zadłużenie bilansowe w relacji do aktualnego poziomu PKB, nie patrząc na możliwość jego spłaty przez dochody budżetowe w momencie zapadalności, w zobowiązaniach pozabudżetowych a priori zakładamy, że przyszłe dochody składkowe będą wystarczające, aby sfinansować narosłe zobowiązania. Oznacza to, że o ile godzimy się na to, aby zobowiązania pozabudżetowe były formą klasycznej piramidy finansowej, to w wydatkach budżetowych mieszamy wszystkiego typu jego formy, interesując się tylko tym, aby w sumie nie przekraczać osiąganych dochodów. Akceptujemy zachowanie publicznej gospodarki finansowej, której analogia w finansach przedsiębiorstw polegałaby na bilansowaniu przepływów gotówkowych, gdzie po stronie dochodów byłyby zarówno gotówkowe wpływy ze sprzedaży, jak i dochody ze zbycia majątku, podczas gdy po stronie wydatków byłyby zarówno gotówkowe koszty, jak i wydatki inwestycyjne, a w rachunku wyników nie byłoby kosztów amortyzacji. Działalność tak ocenianych firm skończyłaby się dobrze znanym określeniem ?gospodarki rabunkowej?. A przecież w ten właśnie sposób oceniamy działania w zakresie finansów publicznych Polski. Masowa wyprzedaż majątku w procesie prywatyzacji to niezbędne kroki dla zachowania finansowej stabilności, a cięcia w wydatkach rozwojowych to bolesne, a konieczne reformy.

Spojrzeć inaczej
Dlatego istnieje konieczność odmiennego spojrzenia na paradygmat finansów publicznych oraz na kwestię jego deficytu. Należałoby przyjrzeć się temu, na co wydatki są przeznaczane. Nie jest właściwe przekonanie, że jedynie obciążają one wynik budżetu państwa, gdy w segmentach dotyczących ZUS-u i NFZ-u patrzy się na nie jako na instytucje z założenia zdolne w przyszłości do pokrywania wydatków z przyszłych składek związanych z przyrostem ilości pracowników, jak i ich wynagrodzenia. Gdyby spojrzeć w ten sam, ale wyliczalny sposób na inne wydatki budżetowe, to mielibyśmy bardziej obiektywną ocenę, w jakiej skali generują one możliwość pokrywania w przyszłości istniejących nakładów. W dążeniu do zrównoważenia budżetu należałoby przyjrzeć się odmiennie wydatkom o charakterze wegetatywnym, od tych o charakterze rozwojowym. A przecież gdy inwestycje infrastrukturalne, czy też inwestycje w wiedzę ludzi są trafione, to przyczyniają się do zwiększenia bazy podatkowej i sfinansowania wydatków na nie poczynionych łącznie z kosztami kapitałowymi. Inwestycje infrastrukturalne powiększają możliwość obniżenia kosztów funkcjonowania gospodarki, mogą przyciągnąć inne inwestycje, jak i też wygenerować miejsca pracy. Również inwestycje w wiedzę ludzi w postaci wykształcenia i szkoleń są tymi, które trafnie realizowane prowadzą do większej wydajności pracy, co powoduje wyższą wartość dodaną gospodarki, a po opodatkowaniu wyższe dochody budżetu. Podnoszenie efektywności administracji, aczkolwiek kosztowne, efektywnie przeprowadzone może okazać się opłacalne, jeśli przyciągnie inwestycje oraz zwiększy bazę podatkową. A nieracjonalne oszczędzanie na administracji może prowadzić do powstania sytuacji patologicznych, odstraszających od zaangażowań gospodarczych. Gdy spojrzymy na służbę zdrowia, to widzimy, że ten segment mimo pozorów nie jest jednoznacznie wegetatywny. Służba zdrowia jest kosztem, ale może się okazać, że nakłady na nią mogą przedłużać okres aktywności zawodowej, a więc i płacenia podatków, jak i też usług, które nie są ewidencjonowane, a które przynoszą zwiększenie dobrobytu społeczeństwa.

Wydaje się, że potrzebne jest zupełnie nowe spojrzenie oraz nieco inny paradygmat dotyczący racjonalizacji wydatków służb publicznych, dążący w takim kierunku, który efektywnie powiększałby bazę podatkową. Powinna dokonać się stała optymalizacja wydatków publicznych, a nie ich prosta redukcja. Należałoby rozszerzyć i pogłębić rachunek optymalizacyjny na wzór tego, który stosujemy w finansach przedsiębiorstw, gdzie dokonywane inwestycje nie są kosztami przedsiębiorstw, ale są inwestycjami, które przedsiębiorstwa starają się tak przeprowadzić, aby przyszłe zyski pokryły ich koszty i umożliwiły ich spłacenie.

Możliwe przypadki
Na tym tle, analizując działania budżetów państw, które, mimo znaczących deficytów, miały wydatki ustawione prorozwojowo, można przypuszczać, że były one racjonalne przy jednoczesnym braku wiedzy o stopniu ich trafności. Możliwe, że ostatnie zmiany, wprowadzenie nowych paradygmatów, które penalizują każdy deficyt budżetowy niezależnie od tego skąd on pochodzi i jak jest tworzony, są błędne i prowadzą do sytuacji zapaści finansów publicznych. Możliwe, że brak koniecznych wydatków prowadzi do zmniejszenia bazy podatkowej i w rzeczywistości spowoduje, że narosłe olbrzymie zobowiązania pozabudżetowe, jak i cały system finansów publicznych utworzą piramidę finansową, która się zawali na przyszłe pokolenia. Obecnie narastają bardzo szybko zobowiązania, które nie tylko nie są rejestrowane i optymalizowane, ale za którymi nie idzie poszerzenie bazy podatkowej. W przeszłości, dostarczając środków i patrząc mniej rygorystycznie na budżet, wydatkowano je na rodziny. Zostawiano im środki, dzięki czemu mogły się rozwijać, a nakładów na dzieci nie traktowano jako jedynie elementu kosztowego ? ?generowano? nowych dobrze wykształconych podatników, którzy w przyszłości finansowali zaciągnięte zobowiązania na rzecz starszej generacji. Dzięki wydatkom na inwestycje obniżano koszty funkcjonowania gospodarki, jak i też przyciągano nowych inwestorów. Zwiększone nakłady na szkolnictwo przyczyniały się do wzrostu wydajności pracy, a w przyszłości generowały podatki, które rosły znacznie szybciej niż występujące w tym czasie wymagalne zobowiązania. Wydatki na zdrowie przedłużały aktywność i długość życia. Możliwe, że tymi wszystkimi działaniami rządził przypadek.

Ślepe dążenia
Natomiast dzisiejsze świadome działania opodatkowujące rodziny wielodzietne, oszczędności na wykształceniu powodują, że społeczeństwo się starzeje i nie będzie tych, którzy mogliby w przyszłości spłacić narosłe zobowiązania. Ponadto oszczędności na inwestycjach odstraszą inwestorów, nawet jeśli finanse publiczne będą miały pozory zdrowia. Brak odpowiednich nakładów na szkolnictwo negatywnie odbije się na wydajności i innowacyjności pracy, co przyczyni się do tego, że baza podatkowa zmaleje nie tylko w ujęciu ilościowym, ale i jakościowym. Oszczędności na zdrowiu mogą doprowadzić do tego, że okres aktywnego działania będzie krótszy. Gdy patrzymy na Polskę, widzimy duże niebezpieczeństwo, że to właśnie u nas zogniskują się błędy w rachunkowości europejskiej. Ślepe dążenie do obniżki deficytu bez sprawdzania, w jakim stopniu zaspokajamy wymagania konieczne do rozwoju gospodarki opartej na wiedzy, doprowadzi do tego, że Polska będzie nie tylko starzejącym się społeczeństwem, szybko tracącym bazę podatkową, ale też będzie słabiej rozwijającym się krajem, odtrącającym tę część gospodarki, która jest oparta na wykorzystaniu wysokich kwalifikacji. Brak odpowiednich nakładów i nieefektywna administracja doprowadzą do tego, że młode pokolenie będzie wypychane do tych państw, w których istnieją liczne i efektywne organizacje gospodarcze, tam, gdzie są generowane miejsca pracy. Przyczyni się to w konsekwencji do pogorszenia sytuacji panującej w finansach publicznych naszego kraju. Dlatego w debacie dotyczącej paradygmatów gospodarczych nowe spojrzenie na kwestie finansów publicznych oraz na wydatki publiczne powinno być priorytetem, a stanowisko nieracjonalnego fiskalizmu należałoby zarzucić i to niezależnie od tego, jakie autorytety go propagują.

dr Cezary Mech, Autor jest byłym prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów www.GazetaFinansowa.pl
logo_gazetaufinansowa

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie odzwierciedla stanowiska instytucji, z którą jest związany zawodowo.

Tagi: ,

Podobne artykuły :