Finanse osobiste



  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl





KANAŁ RSS

Zasubskrybuj nowości w serwisie przez kanał RSS

Tonąca zielona wyspa

5 grudnia 2010

Po sześciu miesiącach od ?greckiej tragedii? powróciła gospodarcza grypa, która tym razem zaatakowała Irlandię. Ponownie pojawiła się niepewność na rynkach, skutkująca wzrostem kosztów finansowania długu zainfekowanej Irlandii, a rentowność 10-letnich obligacji zielonej wyspy w listopadzie urosła do poziomu blisko 9 proc. ? najwyższego od 1995 r.

Wzrosły również koszty finansowania długu innych krajów, przede wszystkim innych państw peryferyjnych strefy euro, dla których sytuacja związana z bieżącym finansowaniem długu jest obecnie jeszcze bardziej bolesna niż dla rządu w Dublinie.

Dlaczego? Rząd Irlandii wykazał się dużą zapobiegliwością, wcześniej wypuszczając na rynek obligacje skarbowe, zabezpieczając w ten sposób zapasy wolnych środków finansowych do II kw. 2011 r.
Obawa przed przyjęciem pożyczki
Na czym zatem polega problem Irlandii?


We wrześniu 2008 r. rząd irlandzki przedstawił gwarancje dla sektora bankowego, które po załamaniu, jakie nastąpiło na rynku nieruchomości, będą musiały zostać zrealizowane. Skutki błędnej polityki bankowców w zakresie kredytów hipotecznych dla irlandzkiego budżetu (a tym samym podatnika) szacuje się na ok. 70 mld euro, a deficyt sektora finansów publicznych w 2010 r. na rekordowy poziom ponad 30 proc. PKB. W roku 2009 deficyt budżetowy w Irlandii, najwyższy w Unii Europejskiej, wyniósł 14,3 proc. PKB. Wielkość irlandzkiego długu publicznego ma zbliżyć się na koniec bieżącego roku do 100 proc. PKB, gdy jeszcze w roku 2007 r. oscylował on na poziomie ok. 25 proc. PKB.

Tyle obecnie wynosi cena za ratowanie nie tylko irlandzkiego sektora bankowego, lecz także za ochronę przed poważnymi kłopotami banków niemieckich i francuskich, w jakich niewątpliwie by się znalazły, gdyby posiadane przez nie obligacje wyemitowane przez banki irlandzkie nie mogłyby zostać wykupione.
W celu naprawy finansów publicznych rząd irlandzki przyjął plan, który zakłada obniżenie wydatków o 15 mld euro oraz deficytu budżetowego do 3 proc. PKB w roku 2014. Dodatkowym wsparciem dla Irlandii ma być pomoc Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego w postaci pożyczki na kwotę blisko 90 mld euro. Co ciekawe, udzieleniem wsparcia przez pewien czas bardziej zainteresowani niż sam rząd irlandzki wydawali się być potencjalni pożyczkodawcy. Oficjalnym wyjaśnieniem udzielanym przez gotowych do udzielenia pomocy było zapobieżenie efektowi domina, w którym to przewracający się klocek zakażonej gospodarczą grypą Irlandii powala kolejne państwa strefy euro na czele z Portugalią i Hiszpanią, a także inne kraje Unii, zaczynając od Wielkiej Brytanii, narażonej na szczególnie wysokie ryzyko z uwagi na wielkość wymiany handlowej z zieloną wyspą.

Z drugiej jednak strony, sami Irlandczycy obawiali się przyjęcia pomocy, której warunek mógł stanowić nie tylko wskazanie efektu w postaci konieczności naprawy finansów publicznych tego kraju (co jest oczywiste w przypadku udzielania takich środków pomocowych), lecz także narzucenie instrumentów określających, w jaki sposób rząd w Dublinie miałby do tego zmierzać (co zastosowano w przypadku pomocy udzielanej Grecji).

Sprawdzony scenariusz
Stanowisko w zakresie wskazywania przez pożyczkodawców instrumentów, przy pomocy których Irlandia miałaby naprawiać swoje finanse, mogłoby się okazać dla jej gospodarki skrajnie niekorzystne, i był to jeden z powodów, dla których rząd w Dublinie długo bronił się przed przyjęciem pomocy.

Dlaczego narzucenie sposobu dochodzenia do naprawy finansów miałoby okazać się niekorzystne dla Irlandii? Podobnie jak w przypadku Grecji pożyczkodawcy mogliby domagać się zwiększenia obciążeń podatkowych. Natomiast podstawowym czynnikiem, który pozwolił Irlandii przezwyciężyć kryzys gospodarczy z lat 80., kiedy dług publiczny wynosił 120 proc. PKB, szalała inflacja, a wysokie bezrobocie prowadziło do masowej emigracji, było (obok obniżenia wydatków publicznych i zamrożenia płac w gospodarce) skuteczne wdrożenie polityki przyciągania zagranicznych inwestycji. Polityka taka doprowadziła do rozpoczęcia w 1989 r. w Irlandii produkcji przez Intel, która to inwestycja wywołała swoisty efekt kuli śniegowej i przyciągnięcie na wyspę kolejnych inwestorów. Instrumentem do realizacji polityki przyciągania inwestycji był, jeden z najniższych w Europie, podatek od osób prawnych, który wynosi obecnie 12,5 proc., a efektem jej skutecznego wdrożenia był bardzo dynamiczny wzrost gospodarczy kraju, osiągający w latach 1990-2007 średnią wartość 6,5 proc. PKB.

Irlandczycy chcieliby obecnie powtórzyć sprawdzony przed dwoma dekadami scenariusz, a ich optymizm może uzasadniać fakt, że w obecnym roku miał miejsce najwyższy od roku 2003 napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych, czemu sprzyjają także niższe koszty pracy, na których spadek wpłynął wzrost bezrobocia do 14 proc. Tym samym Irlandczycy liczą na gospodarcze odbicie, ponieważ obecnie utrzymuje się trend spadkowy PKB, który skurczył się po II kw. 2010 r. o 1,8 proc. w porównaniu z wielkością sprzed 12 miesięcy i o 1,2 proc. w stosunku do wielkości po I kw. 2010 r. Na przeszkodzie realizacji zamierzeń może stanąć jednak podniesienie wysokości podatku CIT, czego domaga się coraz więcej krajów Unii, widzących w niskim podatku w Irlandii konkurencję do napływu inwestorów.

Dla Hiszpanii nie starczy pieniędzy?
Nie jest to oczywiście jedyne zagrożenie, powiązane z podaniem przez pożyczkodawców lekarstwa, które ma zapobiec zakażeniu innych pacjentów, na czele z Portugalią i Hiszpanią.

Oprocentowanie pomocy nie powinno zbytnio przekraczać kosztów finansowania długów przez najsilniejsze gospodarki Unii, aby nie prowadzić do sytuacji, że Irlandia zmuszona będzie przeznaczać bardzo wysokie kwoty na obsługę zadłużenia, co prowadziłoby do duszenia gospodarki. Należy zwrócić uwagę, że koszt pomocy finansowej dla Irlandii w wysokości, np. 4 proc., byłby i tak wyższy niż koszt pozyskiwania finansowania zewnętrznego dla głównych gospodarek strefy euro czy Wielkiej Brytanii. Z drugiej strony należy mieć na względzie fakt, że pomoc udzielona Irlandii może okazać się, podobnie jak w przypadku Grecji, jedynie kupowaniem czasu oraz chwilowym i pozornym uspokojeniem rynków finansowych. Jeżeli pomoc udzielona Irlandii nie zapobiegnie rozprzestrzenianiu się choroby na inne kraje, co jest wielce prawdopodobne, ponieważ nie mogą zostać w krótkim czasie wyeliminowane przyczyny, jakie doprowadziły kraje PIIGS do problemów, co wówczas zostanie postanowione?

Należy pamiętać, że w ramach European Financial Stabilisation przeznaczono na pomoc zagrożonym krajom do 500 mld euro, z czego Grecji i Irlandii postanowiono udostępnić już blisko 200 mld euro. Na ratowanie zagrożonych krajów Półwyspu Iberyjskiego, szczególnie gdyby kłopoty dotknęły Hiszpanię, pozostałej kwoty pewnie nie wystarczy.

Co z gospodarką Polski?
Jaki wpływ na gospodarkę Polski może mieć ewentualna eskalacja i rozprzestrzenianie się obecnego kryzysu? Zwiększenie niepewności na rynkach, niezależnie od innych przyczyn, prowadzić będzie do osłabienia kursu złotego, co może prowadzić do zwiększenia konkurencyjności polskiego eksportu. Jednak pozostają również bardzo poważne implikacje w zakresie wysokości długu publicznego. Osłabienie złotego prowadzić będzie do jego zwiększenia.

Polski dług w ponad 20 proc. zaciągnięty jest w walutach obcych, a w ciągu kilkunastu dni listopada wartość złotego w stosunku do głównej waluty, w której zaciągane są zobowiązania walutowe, czyli euro, spadła o blisko 20 gr. oraz dwukrotnie więcej do dolara amerykańskiego. Ponadto kłopoty Irlandii i innych krajów strefy euro powodują niepewność na rynkach finansowych, prowadzącą do utrudnień w bieżącej sprzedaży papierów skarbowych i wzrostu kosztów finansowania długu. Wskazane czynniki mogą przyczynić się do przekroczenia kolejnych ustawowych progów zadłużenia sektora finansów publicznych.

Nie można również zapominać o polskim sektorze bankowym, którego sytuacja obecnie nie budzi większego niepokoju, jednak należy zwrócić uwagę na tendencję w zakresie zwiększania w bilansach banków udziału kredytów z utratą wartości. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Komisję Nadzoru Finansowego według stanu na koniec września 2010 r. przez ostatnie 12 miesięcy w sektorze kredytów przedsiębiorców udział takich kredytów w bilansach wzrósł z 9,12 proc. do 11,89 proc., a dla kredytów gospodarstw domowych ? z 5,26 proc. do 7,13 proc.

autor: Maciej Rapkiewicz – autor jest ekspertem
Instytutu Sobieskiego www.GazetaFinansowa.pl
logo_gazetaufinansowa

Przejdź do spisu treści ponad 1500 porad finansowych zawartych na portalu ,


Przejdź na bloga www.blog.finanseosobiste.pl ,

Przejdź do działu Nowe produkty finansowe

Odwiedź inne serwisy grupy www.FinanseOsobiste.pl
www.nieruchomosciowo.biz
www.UbezpieczeniaPoLudzku.pl
www.poznajTFI.pl
www.AlternatywneInwestycje.com

Tagi:

Podobne artykuły :