Finanse osobiste



  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl
  • finanseosobiste.pl





KANAŁ RSS

Zasubskrybuj nowości w serwisie przez kanał RSS

Polsce grozi 20-procentowe bezrobocie

13 marca 2009

Około 3 mln Polaków może za kilka miesięcy zostać bez pracy, jeśli tak dalej będzie wyglądać nasza specyficzna walka z kryzysem. Szybko mkniemy ku przepaści, gdy idzie o miejsca pracy. Fala bankructw dopiero przed nami. Coraz więcej firm nie płaci swoim pracownikom pensji i zjawisko to wyraźnie się nasila. Już około 30 proc. przedsiębiorstw obniżyło wynagrodzenia swoim pracownikom i to bez większych protestów ze strony związków zawodowych. Dawno minęły czasy pracy na trzy czy dwie zmiany.


Przestoje przeciągają się już do kilku tygodni. Wyniki polskich firm za I kw. 2009 r. będą dramatyczne. Bezrobocie niewątpliwie wzrośnie w tempie przyśpieszonym co najmniej procent miesięcznie.

Polak, Węgier?
Polska zlekceważyła ostrzeżenia o nadchodzącym kryzysie. Na Węgrzech od początku stycznia zbankrutowało już ponad 3000 firm, do końca roku może upaść jeszcze 25 tys. Nic dziwnego, że Węgrzy chcą pomocy dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej na poziomie ok. 200 mld euro. A pamiętajmy, że Węgrzy są już jednak po szokowych oszczędnościach, po zamrożeniu rent i emerytur, po podwyżkach niektórych podatków, cięciach socjalnych i pożyczce z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Same problemy
Nas też czeka zamrożenie płac w sferze budżetowej i emerytur, podwyżka składki rentowej z 7 do 13 proc., podwyżka podatków, w tym podniesienie składki na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. To i tak na niewiele się zda. Bo już dziś w lutym budżet państwa praktycznie nie istnieje. Tymczasem krach walutowy wydaje się coraz bardziej realny, jak i euro po 5,50 ? 6 zł. Huśtawka wahań wartości złotego z pewnością szybko się nie skończy, a ataki spekulacyjne będą się nasilać i zmuszać NBP oraz Ministerstwo Finansów do regularnych interwencji.

Firmy, samorządy
Duże spółki Skarbu Państwa i duże prywatne firmy mają dziś wielomiliardowe straty i gigantyczne długi. Np. PKN Orlen tylko w IV kwartale 2008 r. stracił 3 mld zł netto. Straty ma też większość banków komercyjnych działających w Polsce. Niektórym przedsiębiorstwom grozi bankructwo i przejęcie za bezcen. Rosną niespłacone długi obywateli i firm. Pod koniec 2008 r. wyniosły one aż 63 mld zł. Problemy mają też samorządy. Na pokrycie wszystkich wydatków przez nie zaplanowanych na 2009 r. brakuje około 15 mld zł. Ciekawe więc, jak będą one współfinansować inwestycje unijne?

Nowy budżet
Na pewno czeka nas nowelizacja budżetu, a właściwie to potrzebny jest nam całkiem nowy, antykryzysowy budżet, którego nie będzie już tworzył minister Jan Wincent Rostowski. Poza wspomnianymi podwyżkami podatków, składki rentowej, likwidacją odpisów podatkowych na dzieci, zamrożeniem płac sfery budżetowej, grozi nam przede wszystkim realne 18 ? 20-procentowe bezrobocie. Oznacza to, że w tym roku pracę stracić może kolejny 1 ? 1,5 mln Polaków. Dla budżetu oznaczałoby to ubytek środków i dodatkowe koszty rzędu 20 mld zł. Jest to tym bardziej realne, że po wakacjach na rynek trafią kolejni absolwenci szkół oraz Polacy wracający z zagranicy. Środki Funduszu Ubezpieczeń Społecznych mogłyby wówczas skurczyć się aż o 12 mld zł z tytułu ubytków składek. NFZ poniósłby straty rzędu co najmniej 2 mld zł.

Kto zapłaci?
Najbardziej ucierpiałby Fundusz Pracy. Świadczenia dla kolejnego miliona czy półtora miliona osób będą go kosztować przez cały rok co najmniej 5 mld zł, składki zdrowotne dla nowych bezrobotnych to kwota około 500 mln zł. A te składki od 1 stycznia muszą ponosić urzędy pracy. Straty Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych wyniosłyby przypadku tak dużego bezrobocia od 1 ? 1,5 mln osób, kosztowałyby dodatkowo 600 mln zł. 3 mln bezrobocie to również gigantyczny spadek konsumpcji, wpływów podatkowych, wzrost przestępczości.

Zwolnienia
Tylko w polskim sektorze finansowym można się spodziewać zwolnień rzędu ok. 20 tys. osób na 180 tys. zatrudnionych w bankach. I to przy założeniu, że nie dojdzie do upadku czy przejęcia któregoś z dużych banków komercyjnych działających w Polsce. A to przecież staje się realne. Gwałtownie ? średnio o 40 proc. ? spadają zyski zagranicznych banków komercyjnych działających w Polsce. Szybko rosną rezerwy na odpisy z tytułu toksycznych papierów. Dziś to kwota rzędu 3 ? 4 mld zł. Należałoby bardzo bacznie obserwować sytuację takich banków jak Millennium, Kredyt Bank, Citi Handlowy, BZ WBK, BRE Bank czy Getin Bank.

Biedne regiony
Najbardziej bezrobociem dotknięte zostały miasta powiatowe. Od stycznia 2009 r. w ponad 30 powiatach nie było ani jednej oferty pracy. Bezrobocie uderza z podwójną siłą w najbiedniejsze regiony ? Warmię, Mazury i Podkarpacie. Tam bezrobocie wynosi już 14,1 proc., w województwie świętokrzyskim bezrobocie wynosi już 15 proc. Już wkrótce fala protestów może zalać Polskę i to nie tylko górniczy Śląsk, ale takie miasta jak Stalowa Wola, Kraśnik, Skarżysko Kamienna, Radom, Gliwice, Dębice, Krosno.

Tendencja wzrostowa
Blisko 300 polskich zakładów pracy przewidywało w styczniu i lutym zwolnienia grupowe. Stopa bezrobocia w Polsce w styczniu 2009 r. wyniosła 10,5 proc., w grudniu 9,5 proc. W lutym z pewnością przekroczy 11 proc. Liczba zarejestrowanych bezrobotnych wynosi obecnie 1,6 mln osób. Jednak na przełomie lat 2009/2010 ta liczba może wynosić o 3 mln więcej. Do grudnia 2008 r. bezrobocie wzrosło już o 70 tys. osób, w styczniu wzrosło o 160 tys., w lutym niewątpliwie zbliży się do sumy 200 tys. osób.

Grupowe zwolnienia
Duże korporacje działające w Polsce, w tym zagraniczne zwłaszcza w przemyśle motoryzacyjnym, zapowiadają grupowe zwolnienia, zawieszenie produkcji, obniżenie płac. Cięcia dotkną nawet wysokowykwalifikowanej kadry. TP SA chce zwolnić 2,5 tys. osób, PKP 7 ? 10 tys. osób, BPH 580 osób, czyli 12 proc. zatrudnionych, PKO BP planuje zwolnić ponad 2 tys. osób, nawet Coca Cola zwolni 150 osób. Przemysł motoryzacyjny planuje zwolnienia rzędu 20 tys. osób, czyli około 10 proc. z 200-tys. rzeszy zatrudnionych. Wzrostu bezrobocia wg danych GUS obawia się dziś 85 proc. Polaków. 90 proc. polskich firm obawia się o swoją przyszłość.

Związki za euro
Zamiast przyjąć narodową strategię dochodzenia do euro, polski rząd i prezydent RP powinni przyjąć błyskawicznie narodową strategię walki z kryzysem i ochronę miejsc pracy. Przewodniczący NSZZ Solidarność, Janusz Śniadek, zamiast zajmować się mniej lub bardziej przemyślanym poparciem dla idei szybkiego przyjęcia euro, powinien apelować o utrzymanie dotychczasowych miejsc pracy za wszelką cenę. Zobligować rząd i prezydenta RP do współfinansowania zagrożonych miejsc pracy, bo inaczej sstanie się tak z polskimi pracownikami jak z pracownikami stoczni.

Co jest ważne?
Prawo pracy, jak chcą niektórzy pracodawcy, nie będzie wystarczającym instrumentem do walki z kryzysem. Bo upadłości będzie coraz więcej. A bezrobotni to idealna podwalina pod wybuch społeczny. Obecne elity nie udźwigną ciężaru tego kryzysu. Ani deficyt, ani tym bardziej szybkie przyjęcie euro nie jest najważniejsze dla Polaków. Polityka zaciskania pasa oraz tzw. elastyczne konta pracy nie zapobiegną kryzysowi i dramatycznemu wzrostowi bezrobocia, przekonali się już o tym Węgrzy, Litwini, Irlandczycy. W tej sytuacji co najmniej kosmiczna wydaje się wielce optymistyczna prognoza makroekonomiczna NBP z ostatnich dni.

Wynagrodzenia a popyt
Martwi również całkowite oderwanie się od polskiej rzeczywistości gospodarczej ministra finansów Jana Wincenta Rostowskiego, najgorszego od 20 lat ministra finansów. Również inny polityk PO, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz Waltz ma bardzo prostą, żeby nie powiedzieć prymitywną receptę na rozwiązanie problemu walki z kryzysem w Polsce, oczywiście kosztem pracowników: ?W sytuacji, kiedy pracownicy sektora prywatnego zgadzają się na obniżanie swoich pensji pani prezydent proponuje zamrożenie płac w sferze budżetowej. Co i tak uważa za luksus?. Dobrym pracownikom należałoby raczej podnieść wynagrodzenia, aby utrzymać popyt wewnętrzny. Bo dziś nasze ?być lub nie być? zależy nie od czego innego ? na pewno nie od eksportu, a od wewnętrznego popytu.


Natłok obowiązków
Rząd najczęściej wskazuje jako potencjalne źródło finansowania poprawy sytuacji na rynku pracy Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Premier obiecał, jak zwykle nieco na wyrost, że to właśnie fundusz pracy pokryje dopłaty do kredytów dla tych, którzy przez kryzys tracą pracę. Ale Fundusz Pracy ma raptem 350 mld zł wolnych środków i nie jest z gumy. A co będzie w 2009 r., jeśli nowych bezrobotnych przybędzie? Z kolei fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych miałby dopłacać połowę do pensji pracowników, których firmy mają przestoje. Ale to wymagałoby kolejnych 2 ? 3 mld zł nowych środków. Oba fundusze przy takim natłoku obowiązków i przy tak małych budżetach absolutnie sobie nie poradzą.

Skąd brać?
Z planowanego na ten rok budżetu Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych wynika, że w Funduszu Pracy nadwyżka między wydatkami 8,8 mld zł a dochodami 8,6 mld zł to zaledwie 200 mld zł. Co prawda są jeszcze środki, jakie zaoszczędzono, nie wydając pieniędzy w 2008 r. W Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, wydatki (czyli 0,7 mld zł) przekraczają wpływy 0,4 mld zł. W 2008 r. zostało w nim co prawda 3 mld 300 mln zł. Rząd planował, że w obu funduszach będzie miał do wykorzystania w tym roku ponad 8 mld zł łącznie. Ale wiem przecież jak wirtualne plany finansowe przygotowało Ministerstwo Finansów na ten rok. Zaplanowano to, zakładając wzrost zatrudnienia w 2009 r. o 2 proc., a tymczasem będzie wzrost bezrobocia o 7 ? 8 proc. do poziomu około 20 proc. na przełomie roku. Wynagrodzenia również spadną. Wpływy w obu funduszach będą więc znacząco niższe z pewnością o około 5 mld zł.

Zaklinanie kryzysu
Dziś potrzeba wielkiej zręczności i mądrości ekonomicznej, a nie trzymania się dogmatów i mrzonek o szybkim wejściu do ERM2. Czas zaprzestać zaklinania rzeczywistości i opowieści o silnych fundamentach polskiej gospodarki. Ostrzeżenia o możliwości powtórzenia się kryzysu argentyńskiego w Polsce czy problemów podobnych do tych w Islandii nie są wcale tak nierealne. Jeszcze niedawno mieliśmy być drugą Irlandią. Lepiej, żebyśmy się nią nie stali.

Janusz Szewczak, autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym dla www.GazetaFinansowa.pl
logo_gazetaufinansowa

Przeczytaj inne teksty z Gazety Finansowej
Zabrakło nam szacunku dla pieniądza,
Ukarać spekulantów,
Banki nam pomogą ? a kto pomoże bankom?,
Co banki muszą trzymać w tajemnicy?,

Przejdź do spisu treści blisko 800 porad finansowych zawartych na portalu ,

Przejdź na bloga www.blog.finanseosobiste.pl ,

Przejdź do działu Nowe produkty finansowe

Tagi:

Podobne artykuły :